Pokazywanie postów oznaczonych etykietą efekty gitarowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą efekty gitarowe. Pokaż wszystkie posty

Option Knob — genialne w swojej prostocie nakładki na potencjometry

Dziś mam dla was kolejny gadżet z cyklu „jak coś wygląda głupio, ale działa to wcale głupie nie jest”. Amerykanie z Option Knob postanowili rozwiązać problem łatwej zmiany ustawień brzmienia efektu w czasie gry. Jak korzystasz z efektu z jednym potencjometrem, jak na przykład MXR Phase 90, to owszem, możesz podczas grania nadepnąć na gałkę i przekręcić ją stopą w lewo czy w prawo. Jednak przy takim DD-5 Bossa, gdzie masz obok siebie cztery niewielkie potencjometry taka sztuka już się nie uda. No i tutaj z pomocą przychodzą nakładki od Option Knob.

Testujemy Barefoot Buttons — pimp my pedalboard czyli personalizowane nakładki na przyciski do efektów

Widzieliście kiedyś te hipsterskie shoegaze’owe zespoły na żywo? Zazwyczaj przyświeca im zasada, że liczba muzyków musi być większa od liczby par butów na scenie. Ci z Was, którzy próbowali obsługiwać pedalboard boso być może pamiętają to uczucie z dzieciństwa, kiedy nieświadomie nadepnęliście na porzucony na podłodze klocek Lego. Nie jest to szczyt komfortu. Z rozwiązaniem tego problemu przyszli Amerykanie z Barefoot Buttons.


Sterownik BOSS ES-5 - pedalboard pod kontrolą

Jeżeli liczby wykorzystywanych przez Ciebie efektów do gitary nie da się policzyć na palcach jednej ręki to w pewnym momencie dojdziesz do wniosku, że może przydałaby ci się jakaś pomoc w zarządzaniu tym całym brzmieniowym majdanem. Oczywiście, możesz wszystko synchronicznie deptać załączając konkretne efekty, ale nie tak się to robi w sprzętowej ekstraklasie. Naprzeciw takim potrzebom wyszedł BOSS wypuszczając na rynek nowy sterownik ES-5, czyli bardziej kompaktową wersję sprzętu o imieniu ES-8. Jak sama nazwa wskazuje, ES-8 obsługiwał 8 pętli efektów, a ES-5 obsługuje 5. A to wcale nie mało.

Nowy sprzęt od Orange na NAMM 2016

Nowy sprzęt od Orange Amps przygotowany na NAMM 2016 jak zawsze wywołał u mnie niezdrowe podekscytowanie. Mimo tego, że Orange mocno docenił swój segment przeznaczony dla basistów, to nie zapomniał również o tych prawdziwych gitarzystach ;) a także o całej rzeszy fanów muzyki, którzy na niczym nie grają, ale będą mieli w końcu okazję poznać bliżej sprzęt sygnowany przez Orange. Najważniejsza jest jednak wyjątkowa, rocznicowa wersja Tiny Terror.


Boss VE-2 Vocal Harmonist – jak anioła głos

Dzisiaj trochę nietypowo, bo owszem mamy efekt, który wpinamy w gitarę, ale głównym bohaterem będzie dzisiaj wokal. Jak pewnie zdążyliście zauważyć, jestem śpiewającym gitarzystą, więc takie rozwiązania, jak najbardziej mnie interesują, a sprzęt, który trafił w moje ręce daje duże pole do popisu. BOSS VE-2 Vocal Harmonist zadebiutował na targach Musikmesse 2014 i jest bardziej rozbudowaną wersją procesora wokalowego VE-1,. Jego celem jest dokładanie do śpiewu dodatkowych harmonii, które albo podążają za akordami granymi na podłączonej do niego gitarze, albo na podstawie tonacji wybranej na urządzeniu. Tak więc nawet grając w pojedynkę, możemy stworzyć fajne harmonie i dodać nieco przestrzeni do śpiewu.


Testujemy Boss Super OverDrive SD-1w – Waza Craft in da house

Sentymentalna sprawa. Pierwszy efekt BOSS, jaki miałem przed laty to właśnie BOSS SD-1 Super Overdrive. Klasyczna kostka, która przewinęła się przez tysiące pedalboardów na całym świecie. Myślę, że niemal każdy gitarzysta korzystający z efektów typu overdrive miał lub ma żółtego BOSSa SD-1. A, że klasyka lubi powracać w nowym wydaniu więc BOSS przyszykował jego reedycje wzbogacaną o customową technologię Waza Craft.


Testujemy octave fuzz Bies od Visar Stompboxes

Kolejnym po Homenie efektem Ślązaków z Visar Stompboxes, który miałem okazję przetestować jest octave fuzz o abstrakcyjnej, ale swojsko brzmiącej nazwie Bies. Jako, że Rzeszów leży niedaleko Bieszczad od razu wiązałem z nim pozytywne emocje. Czego można się spodziewać po Biesie? Szatańskiego przesteru rodem z norweskich black metalowych albumów? Zdecydowanie nie. Podobnie jak Homen, Bies jest ukłonem w kierunku klasyki brzmienia vintage.


Testujemy Boss RC-1 Loop Station – czysta esencja loopera

Jak nagrywałem swoją płytę, to w niektórych numerach nagrywaliśmy cztery różne ścieżki gitar grających w tym samym czasie. W studiu to żaden problem, ale jak ogarnąć temat na koncercie? Z dwóch gitar czterech nie zrobisz. No chyba, że masz pod ręką takie urządzonko jak Boss RC-1 Loop Station, z którego pomocą z jednej gitary możesz bez problemu zrobić osiem i przy okazji swobodnie sobie poimprowizować. Brzmi dobrze, a jak się sprawdza w praktyce? 



Testujemy overdrive Homen od Visar Stompboxes – klasyka rock’n’rolla

Dolnośląska manufaktura efektów gitarowych Visar Stompboxes (o której pisałem szerzej tutaj) powoli rozkręca produkcję swoich autorskich produktów. Jednym z nich jest Homen, którego miałem okazję przetestować. Efekt hołduje brzmieniu klasycznych overdrive’ów z czasów rozkwitu rockowego grania i robi to naprawdę w porządny, stylowy sposób. 

Electro-Harmonix Hum Debugger – cybernetyczne odszumianie

Wyobraź to sobie. Podłączasz swojego Stratocastera do wzmacniacza i słyszysz na przestrach charakterystyczne buczenie łamane przez brzęczenie. Czy słyszysz tu uszami wyobraźni? Tak, to ten charakterystyczny przydźwięk pochodzący z przystawek. W tym miejscu wypada sobie zadać jedno, ważne pytanie. Czy Ci to przeszkadza? Jeżeli nie, to nie musisz czytać tego tekstu dalej, a jeżeli tak, to zapraszam, bo rozwiązaniem tego problemu jest urządzonko o sympatycznej nazwie Hum Debugger pochodzące wprost z amerykańskiej stajni Electro-Harmonix.

Chaos True Bypass Box – sprytna pętla efektów w Twoim pedalboardzie

Dwa i pół roku temu pisałem o efektach gitarowych Chaos Custom Shop z Bytomia, które w tym czasie powoli wkraczały na polski rynek. Sporo czasu minęło zanim kostka sygnowana logiem Chaos trafiła do mojego pedalboardu. Potrzeba uproszczenia sobie życia, a zarazem nieustająca walka z zakłóceniami skierowała moją uwagę na urządzonko o nazwie True Bypass Box. Zasada działania tego sprzętu jest prosta – dzięki Boxowi możemy zrobić w szeregu efektów osobną zewnętrzną pętlę efektów, którą załączamy za pomocą jednego przycisku, a jeżeli pętla jest wyłączona sygnał z gitary do wzmacniacza biegnie z pominięciem efektów w pętli. Ja w uzyskaną w taki sposób pętle wpiąłem efekty, które wykorzystuje przy graniu solówek, jak dodatkowe podbicie i delay. Gram solo – jeden klik no i wszystko działa i brzmi jak należy. Nie gram, to omijam zbędne efekty, a sygnał z gitary do wzmacniacza płynie przez mniejszą liczbę przeszkód.

Polskie efekty gitarowe od Visar Stompboxes

Odkąd założyłem sobie konto na instagramie codziennie zalewa mnie fala zdjęć najróżniejszych efektów gitarowych z rozsianych po całym świecie manufaktur. Rynek efektów hand made rośnie w siłę, aczkolwiek w Polsce zmiany w tym względzie są bardzo powolne. Polskie klasyki gatunku jak Exar czy Koda już dawno przeszły do historii. Nauczony doświadczeniem starszych kolegów Taurus celuje w wyższą półkę, a rodzimy Chaos powolutku poszerza swoją ofertę przystępnych cenowo efektów, ale tak naprawdę najwięcej – podobnie jak w polskiej muzyce – dzieje się na obrzeżach „rynku” i w, nazwijmy to umownie, „elektronicznym undergroundzie”. Wystarczy rzucić okiem na znany portal aukcyjny, żeby dobrać się do arsenału przystępnych cenowo efektów DIY. Fachowców jest wielu, ale jakoś mało który pali się do pomysłu przejścia na oficjalną stronę mocy. Najnowszym śmiałkiem jest dolnośląska manufaktura Visar Stompboxes, która wypuszcza na rynek serię efektów o tak swojsko brzmiących nazwach jak Bies czy Perun. O więcej szczegółów odnośnie nowej polskiej marki zapytałem Tomasza Żuchowskiego z Visar.

Test: Pedały głośności BOSS FV-30H i BOSS FV-30L – nowy sprzęt w rodzinie BOSSa

Na tegorocznych targach NAMM Show 2015 w Anheim zaprezentowano trzy nowe rozwiązania marki BOSS dedykowane dla gitarzystów: wypasiony system przełączania efektów BOSS ES-8 oraz dwa pedały głośności  – BOSS FV-30H i FV-30L. Przyznam szczerze, że mimo tego, że gram na gitarze już kilkanaście lat to jeszcze nie zdarzyło mi się korzystać z pedału głośności. Dzięki ekipie Roland Polska mam okazję nadrobić te haniebne braki, bo pedały głośności może nie otworzyły mojego umysły na nowy wymiar gry, ale stwarzają ciekawe możliwości praktycznego wykorzystania – zarówno przy aranżacji piosenek, jak i przy koncertowym graniu.


Czym w ogóle jest pedał głośności i jak się go używa? Zasada działania jest prosta – sterując pedałem możesz podgłaśniać i wyciszać sygnał płynący z gitary. Możesz na przykład płynnie ściszyć gitarę, gdy kończysz numer na koncercie albo grając jeden motyw wyciszać stopniowo dźwięk aż do zera – tak jak kiedyś standardowo kończono wszystkie kawałki na płytach. Coraz ciszej, coraz ciszej i cisza. Zastosowań tego efektu jest jednak znacznie więcej. Obniżając nieco poziom sygnału na przesterowanej gitarze wchodzisz w lekki crunch i jak z tego crunchu chcesz wskoczyć w soczysty przester i wyciąć ładne solo albo zaatakować mocnym riffem to pedał głośności jest do tego stworzony. Swego czasu sporo zastanawiałem się nad tego typu zabiegiem stosowanym na początku utworów, gdzie gitara leciała na ściszonym sygnale, w takim lekko stłumionym, crunchowym stylu, aż nagle wchodziła sekcja, a gitara łoiła już pełnym dźwiękiem. Z pedałem głośności to banał. Możesz też manewrując poziomem głośności akcentować granie ze slidem lub urozmaicać inne techniki. Można pokombinować i myślę, że im więcej się korzysta z tego typu gadżetów tym więcej pomysłów wpada do głowy. Warto podkreślić, że pedałów głośności nie zasilamy. Upraszczając można powiedzieć, że działają jak wpięty w gitarę dodatkowy potencjometr „volume” (tyle, że sterowany stopą) więc zasilania mu nie potrzeba.

Wróćmy do bohaterów naszego tekstu czyli efektów BOSS FV-30H i BOSS FV-30L. Do tej pory rodzina pedałów głośności BOSSa składała się z klasycznych z wiekowej serii FV-50, niedostępnej już FV-300 oraz najbardziej zaawansowanej FV-500. Nowe FV-30 uzupełniają ofertę o proste i solidne pedały kompaktowych rozmiarów. 30tki są o dobrych parę centymetrów niższe i krótsze od standardowych kaczek i pedałów głośności. Ponoć zaprojektowano je w taki sposób, aby zaoszczędzić miejsce w pedalboardzie. Faktycznie, pedałki są zgrabne, a zmniejszona powierzchnia stopy nie wpływa na komfort użytkowania. Co do strony wizualnej sprzętu, to mamy do czynienia z odlewem z grubego na niemal 2mm aluminium w standardowym aluminiowym kolorze. Wiadomo, aluminium nie pomalujesz. Przypomina mi to nieco jedną z serii efektów Ibaneza, ale ten BOSS prezentuje się jakoś bardziej gustownie, chociaż sporo w nim klasycznego wzornictwa. Jakość wykonania nie budzi wątpliwości. Efekt wygląda solidnie, a elementy są dokładnie spasowane.


W serii FV-30 standardowo mamy dwie wersje urządzeń – H, czyli dedykowany do gitary lub basu wysoko impedancyjny pedał z dodatkowym wyjściem na tuner, oraz L, czyli nisko impedancyjny pedał wyposażony w stereo wejście i wyjście dla syntezatorów, instrumentów cyfrowych ale też do wykorzystania z gitarą połączoną z kostkami efektowymi. W przypadku gry z łańcuchem efektów gitarowych pedał głośności wpinamy przed efektami. W FV-30 nie ma żadnych dodatkowych kombinacji, potencjometrów, przełączników czy innych bajerów. Wpinamy kable jak należy i można korzystać. Jeśli chodzi o dźwięk, to nie zauważyłem żadnego cięcia sygnału, ani pogorszenia jakości brzmienia. Pod względem konstrukcyjnym, technicznym i praktycznym jest naprawdę dobrze. Pedał ma wysoką czułość i można na nim robić nawet bardzo subtelne akcenty. Jedyna rzecz , która mnie w tych pedałach głośności nie przekonuje to cena oscylująca w granicach 450 polskich złotych brutto. Jak dla mnie jest nieco zbyt wysoka, a na rynek wtórny nowe pedały głośności pewnie szybko nie trafią. Chociaż nie zaprzeczam, że w przyszłości coś takiego sobie skombinuję.

A jak się gra z nowym pedałem głośności BOSS możecie zobaczyć na krótkim filmie poglądowym. W roli głównej mój świeży nabytek Ibanez AF85 z 2004 roku, podobny rocznikowo, wysłużony wzmacniacz Laney TF300 i całkiem nowe, stylowe skarpetki z rekinami \m/

Test: MXR Blue Box Octave Fuzz – efekt z krainy osobliwości

Niekiedy nie trzeba być gitarowym wymiataczem, żeby zaskoczyć słuchacza czymś niezwykłym. Czasem wystarczy zwyczajnie ulokować trochę gotówki w ciekawym efekcie gitarowym. Za to właśnie lubię kostkę MXR Blue Box Octave Fuzz czyli efekt, który łącząc brudny, mięsisty przester z octaverem gwarantuje godziny dobrej zabawy i jest doskonałym antidotum na kompozytorską rutynę.

Wygląd kostki nie zapowiada niczego niezwykłego, ot standardowa obudowa MXR tyle, że w sympatycznym niebieskim kolorze. Zapewne stąd ta nazwa… Za to po odpaleniu przesteru robi się ciekawie no i przynajmniej u mnie, od razu pojawia się uśmiech na twarzy. Po prostu mała rzecz, a cieszy.


MXR Blue Box obniża dźwięk o dwie oktawy i dodaje do sygnału efekt brudnego fuzzu. Całym efektem sterujemy za pomocą dwóch potencjometrów – Output oraz Blend. Output reguluje siłę sygnału, a charakterystykę brzmienia ustalamy poprzez kręcenie gałką Blend. Blend zmienia balans pomiędzy sygnałem przesterowanym a wyjściowym. Im więcej go odkręcimy, tym brzmienie będzie gładsze i bardziej konwencjonalne. Zmniejszając zakres Blendu sprawiamy, że zniekształcony sygnał dominuje brzmienie gitary, co pozwala na uzyskanie naprawdę niekonwencjonalnego i osobliwego dźwięku. Ja ustawiam Blend w okolicach 60%, czyli na szaleństwo kontrolowane. Referencyjne brzmienie, jakim chwali się MXR to solówka z numeru „Fool in the rain” Led Zeppelin – Blue Box jest stworzony do takich rzeczy.


Dla mnie MXR BLue Box to przede wszystkim zastrzyk nowych pomysłów i antidotum na kompozytorską nudę. Przy jego użyciu możesz zamiast oklepanego riffu wsadzić coś intrygującego, a z prostej solówki na paru dźwiękach zrobić coś fajnego.

Jakie są minusy Blue Boxa? Nie jest to wszechstronne urządzenie dla każdego. Z pewnością nie będziesz go używać w każdym kawałku, ale jako przyprawa w Twoim pedalboardzie sprawdzi się doskonale. No i jeśli nie zasilasz efektów z zasilacza, tylko wolisz baterie, to będziesz miał trochę zabawy, bo kostka nie ma klapki na baterię.

A jakie brzmienie ukręciłem z tej kostki, możecie usłyszeć na próbkach, które nagrałem u Pawła w studiu Dźwiękonarium. Na nagraniu słychać gitarę Gretsch Pro Jet G5438T, heada Orange Dual Terror, efekt BOSS Digital Delay DD-3 i kolumnę Hughes&Kettner Tubemeister 112.


Najchętniej czytane, czyli TOP 10 dogitary.blogspot.com

Witam w 2015 roku! Styczeń oprócz mocnego postanowienia poprawy jest dobrym momentem na podsumowanie mojej blogowej aktywności. Zwłaszcza, że do tej pory tego nie robiłem. Pomysł na bloga dla gitarzystów chodził mi po głowie od dobrych paru lat, ale pierwszy tekst na dogitary.blogspot.com pojawił się dopiero w styczniu 2012 roku. Od tej pory z mniejszymi lub większymi przerwami dzieliłem się z Wami różnymi opiniami i tekstami związanymi z gitarą. Łącznie z tym wpisem zrobiłem to 107 razy. W 2014 roku dość mocno się opierdzielałem, stąd te postanowienie poprawy we wstępie, więc ostatniego roku nie ma co podsumowywać. W zamian przygotowałem zestawienie 10 najchętniej czytanych postów od początku działalności dogitary.blogspot.com. Linki ukryłem w tytułach tekstów. No to jedziemy.


1.    Na jakim sprzęcie grają: Kabanos
Grając na gitarze nie da się uniknąć podpatrywania innych gitarzystów. Zarówno jeśli chodzi o styl gry, jak i o sprzęt, z jakiego korzystają. Stąd pomysł na cykl „Na jakim sprzęcie grają”, w którym kierując się mocno subiektywnym kluczem prezentuję gitarzystów, którzy wydają mi się szczególnie interesujący. Dla Was szczególnie interesujący był odcinek z Kabanosem, który jak dotąd jest najpopularniejszym wpisem na blogu. Pozdrowienia dla kiełbasianej załogi! Tekst znajdziecie tutaj.
 
2.    Sklep muzyczny od drugiej strony lady
Testując sprzęt zawsze stoję po stronie wybrednego, gitarowego konsumenta. Żeby była jakaś równowaga przygotowałem artykuł, w którym dopuściłem do głosu właścicieli sklepów muzycznych i producentów sprzętu. Co ich wkurza na gitarowym rynku? Warto wiedzieć.

3.    No Logo – kostka z własnym nadrukiem
Kto z Was nie chciałby mieć lansiarskiej kostki z własnym nadrukiem? Ja chciałem i mam. A magazyn kostek uzupełniam w No Logo Picks. Z czystym sumieniem polecam.

4.    Chaos – ręcznie składane polskie efekty gitarowe 
Krótki tekst o polskiej manufakturze efektów gitarowych Chaos. Nie miałem okazji korzystać z tego sprzętu, więc niewiele więcej mogą o nim powiedzieć. Oprócz tego, że Chaos znalazł się w pierwszej piątce najchętniej czytanych tekstów.

5.    Zasilanie pedalboardu – Tomanek Case-3
Rzecz o polskim zasilaczu do pedalboardu marki Tomanek model Case-3. Korzystam z tego sprzętu już blisko trzy lata i nadal działa bez zarzutu. A wiadomo, punk rockowe koncerty to często ludzie na pedalboardzie, piwo na pedalboardzie, krew na pedalboardzie i łzy na pedalboardzie. Tomanek Case-3 nie wygląda jak pancernik Potiomkin, ale przeżył wszystkie dotychczasowe crash testy bez szwanku.

6.    Lodówka Marshalla 
Wzmianka o tym, że Marshall wypuści na rynek rock’n’rollową lodówkę. Jak widać jest to dość emocjonujący temat. Ktoś z Was ma już coś takiego w swojej sali prób?

7.    Na jakim sprzęcie grają: The Analogs 
W TOP 10 uplasował się także pierwszy odcinek cyklu „Na jakim sprzęcie grają”. Jego bohaterem był Paweł „Piguła” z The Analogs. Niegdyś basista, a obecnie przekonwertowany na jedyny słuszny instrument rokujący gitarzysta ;)

8.    Mocowanie efektów w pedalboardzie 
Ważny temat. Zwłaszcza, że wśród wyszukiwanych fraz w google prowadzących na mojego bloga znalazłem kiedyś „Efekty mocuję za pomocą rzepy”. Rzepa nic tu nie pomoże. Nawet czarna. Ja osobiście nie korzystam z warzyw mocujących, a jaki jest mój patent? Więcej w tekście.

9.    Dunlop Teckpick – metalowa kostka do gitary 
Jak grać metal to pewnie metalową kostką? Logiczne. Przetestowałem Dunlop Teckpick i nie zostałem fanem tego rozwiązania. Bardziej do gustu przypadły mi kostki V-Picks, ale tekst o nich nie znalazł się w blogowym TOP 10. Ale co tam się będę ograniczał, możecie przeczytać go tutaj.

10.    DL David Laboga Perfection – najbardziej wypasiony polski kabel do gitary 
Dużo na blogu pisałem o polskich kablach do gitary. Po części dlatego, że jednym z moich założeń było pisanie głównie o polskim sprzęcie gitarowym. Wszystkie teksty na ten temat otagowano, jako Made In Poland. Wracając do kabli, testowałem przewody Laboga, Red’s, Mayones i  Soundstage, ale na miano najbardziej wypasionego kabla zasłużył DL David Laboga Perfection. Często z niego korzystam, zwłaszcza w studiu i faktycznie jest nie do zdarcia.

Tym skromnym podsumowaniem zamykam rozdział historyczny. W tym roku będzie trochę inaczej niż do tej pory, ale o tym przekonacie się już w trakcie.

Test: Boss Tera Echo TE-2 – Pan Sylwester w kosmosie

Z pewnością nie brakuje gitarzystów, dla których słowo efekt gitarowy od razu kojarzy się z marką Boss. Lata na rynku, szeroka dostępność i jakość produktów robią firmie dobry PR. Jednak Boss nie odcina kuponów i co jakiś czas wprowadza do swojej oferty coś nowego. W ubiegłym roku na rynku pojawiły się trzy nowe efekty: Adaptive Distortion DA-2, Multi Overtone MO-2 oraz Tera Echo TE-2. Właśnie ten ostatni efekt wpadł ostatnio w moje ręce i muszę przyznać, że zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie.


Tera Echo TE-2 to setny efekt gitarowy w ofercie BOSS. Wiadomo, jubileusz trzeba obchodzić z pompą, to też TE-2 zwyczajny być nie może. O jego odświętnym charakterze świadczy choćby szałowy perłowy lakier i złote elementy na obudowie. Z czym kojarzy się „echo”? Trop idący w kierunku efektów typu delay czy reverb wydaje jest słuszny, jednak Tera Echo nie można prosto wpisać w ich charakterystykę. TE-2 ma w sobie cechy każdego z nich, ale jego możliwości są szersze, a sposobów wykorzystania jest wiele. Mimo tego, że pokrętła są cztery to w miarę jak go ogrywałem ciągle do głowy wpadały nowe pomysły – od klasycznego pogłosu aż po osobliwe efekty dźwiękowe kojarzące się z grami komputerowymi z pierwszej połowy lat 90-tych.
 

Do obsługi mamy cztery gałki: E.Level, Tone, Feedback i S-Time, czyli niemal klasyczny zestaw pozwalający na proste sterowanie głośnością, barwą, natężeniem oraz czasem wybrzmiewania efektu. Niby niewiele, ale nawet drobna modulacja pokrętłem czy nawet sam sposób artykulacji wpływa na brzmienie, jakie uzyskamy za pomocą Tera Echo. Jako bonus mamy też możliwość odpalenia funkcji „freeze”, którą aktywujemy przytrzymując pedał efektu, jak sama nazwa wskazuje, „freeze” zamraża grany podkład, przez co możemy dograć nad nim osobą partię gitary. Jest się czym pobawić.
 

Tera Echo to efekt godny uwagi. Gra z nim była inspirującym doświadczeniem i jak słychać na filmie dała nam sporo radości. Cena Tera Echo, która plasuje się w granicach 600 złotych wydaje się dość wysoka, ale w zamian otrzymujemy coś naprawdę intrygującego. Niżej znajdziecie link do testu, który nagrałem w rzeszowskim studio Dźwiękonarium korzystając z gitary Gretsch Pro Jet G5438T, heada Orange Dual Terror i kolumny Hughes&Kettner Tubemeister 112.

Test: Amptweaker Tight Drive – bluesowy kowboj

Rynek efektów gitarowych w Polsce z roku na rok robi się coraz bardziej obszerny, co zachęca kolejnych graczy do walki o miejsce w pedalboardach polskich gitarzystów. Nową twarzą w branży jest amerykańska manufaktura Amptweaker, która od niedawna posiada oficjalnego polskiego dystrybutora. Propozycja Amptweaker oprócz charakterystycznego designu wyróżnia się ciekawymi rozwiązaniami technicznymi, oznaczeniem „handmade in USA” i osobą założyciela. Ojcem i głównym konstruktorem efektów Amptweaker jest James Brown, człowiek odpowiedzialny za brzmienie takich wzmacniaczy jak Peavey VTM czy kultowy Peavey 5150. W trakcie 18 lat pracy w Peaveyu był twórcą lub współtwórcą takich wzmacniaczy jak Classic 50, Classic 30, DeltaBlues oraz serii TransTube i Triple XXX. Po odejściu od Peaveya Brown współpracował z firmą Kustom, dla której opracował modele ’36 Coupe, ’72 Coupe i Double Cross. W 2011 roku James założył Amptweaker i przeszedł na swoje. Rodzina dostępnych w Polsce efektów gitarowych Amptweaker nie jest szeroka. Efektów jest zaledwie sześć a ich nazwy to Tight Drive, Tight Metal, Tight Rock, Fat Rock, Tight Boost i Tight Fuzz.


W moje ręce trafił jeden z łagodniejszych przesterów producenta, a mianowicie Amptweaker Tight Drive. Jest to zarazem pierwszy efekt, który wyposażono w potencjometr Tight. Jego zadaniem jest zmiana charakterystyki brzmienia z łagodnego, okrągłego dźwięku aż do ostrego i warczącego. Ogólnie, Amptweaker Tight Drive oferuje brzmienie idealne do bluesowych zagrywek. Kręcąc gałkami możemy przejść od delikatnego oldschoolowego cruncha po piaszczysty overdrive. Generalnie, kostka brzmi najlepiej przy lekkich przestrach, chociaż zakres gainu i przesterowania jest szerszy niż choćby w tube-screamo-podobnym MXR GT-OD, do którego go porównywałem.

Brzmieniem Tight Drive sterujemy za pomocą standardowego dla tego typu efektów zestawu potencjometrów Volume, Tone i Gain. Komplet uzupełnia wspomniany Tight. Nie ma tu żadnych komplikacji i pożądane brzmienie można uzyskać dość szybko. Ciężko się rozpisywać o brzmieniu dlatego też nagrałem dla Was parę próbek, z przykładowymi ustawieniami efektu. Gitara Gretsch Pro Jet G5438T, head Orange Dual Terror, paczka Hughes & Kettner TubeMeister 112.



Efekty Amptweaker mają parę rozwiązań, które do standardowych nie należą. Sporo dzieje się w kwestii około zasilaczowych. Jak podepniemy kostkę zasilaczem uzyskamy dodatkowe podświetlenie wszystkich potencjometrów diodami LED. Jeżeli wolimy zasilać efekt baterią pierwszym ułatwieniem jest prosty sposób jej montażu – z boku kostki umieszczono magnetyczną szufladkę. Nie musimy nic odkręcać czy przekręcać, aby dostać się do środka. Kolejnym bonusem jest możliwość odłączenia baterii przyciskiem umieszczonym obok potencjometrów. Nie to jest jednak najciekawsze. Główny bajer to wbudowana w efekt pętla efektów. Na spodzie kostki znajduje się przełącznik pozwalający ustawić pętlę w dwóch trybach działania – PRE i POST – które pozwalają określić czy efekty podpięte do pętli będą działały przed czy za przesterem. Fajny bajer, który można zmyślnie wykorzystać budując przy Tight Drive osobny zestaw efektów sterowany jednym przyciskiem.


Wyróżnikiem Amptweaker jest ciekawe wzornictwo i wykonanie godne technologii militarnych. Sądząc po zdjęciach spodziewałem się, że efekt będzie okazałych rozmiarów, bo prezentuje się masywnie. Amptweaker jest niewiele szerszy od kostek BOSS, a barierka chroniąca potencjometry przed zdeptaniem także nie sprawia, że efekt jest wyższy od standardowych kostek. Tak więc zakup Amptweakera nie wiąże się ze zmianą pedalboardu.


Amptweaker Tight Drive to produkt, który nie jest skierowany do każdego gitarzysty. Nie tylko dlatego, że do tanich nie należy. Czuć w brzmieniu efektu, coś ze starej szkoły gry, dalekiej od cyfrowych cukiereczków. Tight Drive osadziłbym w boardzie wiekowego bluesmana, który z namaszczeniem kładzie efekt na podłodze, odpala piec i mówi „posłuchaj synku, jak kiedyś brzmiały gitary”. Brzmi retro, ale ma klimat. 


Kowbojski pedalboard od Western Cases

Nadszedł dzień, w którym mój pedalboard wyrwał się spod kontroli i trzeba go było ujarzmić na nowo. Prozaiczny powód – stary, zakupiony po taniości na allegro board o szerokości 70cm okazał się za mały, więc sprawiłem sobie nowy, większy i solidniejszy. Wybór padł na manufakturę poznańskich kowbojów z Western Cases, o której ostatnio pisałem.
Żeby się nie ograniczać, wybrałem board o szerokości 90 cm – co jest maksymalnym rozmiarem, który sensownie mieści się w bagażniku samochodu osobowego :) – głębokości 35 cm (która na luzie pomieści dwa rzędy kostek), oraz wysokości zaledwie 7 cm (dopasowanej do standardowych kostek gitarowych i cry baby Dunlopa). Nie jest to wcale mało, bo nawet jak się zarzuci jakiś kabel na kostki to wszystko i tak elegancko się dopina. Taki rozmiar boarda gwarantuje, że będzie duży, obszerny i całkiem zgrabny.

Podealboard wykonano z mocnej sklejki, klasycznych aluminiowych profili oraz zgrabnych płaskich narożników (można zamówić też kulowe). Zaskoczyły mnie nieco charakterystyczne walizkowe zapięcia, ale choć nie sprawiają wrażenia pancernych wykonane są z mocnego materiału. Przy okazji są wygodniejsze od motylkowych. Wnętrze wykonano dokładnie i starannie. Nic się nie odkleja, a kocowaty materiał przyklejono równo i precyzyjnie.
Ogromny plus dla Western Cases za grubą, wygodną rączkę z gumowatej eko-skóry. Nawet jak napakujesz case ciężkim sprzętem to trzyma się go komfortowo i wygodnie. Poprzednio miałem plastikową, walizkową rączkę, która przy większym ciężarze nieprzyjemnie wrzynała się w dłonie. Tutaj nie ma tego problemu.
Jedyna rzecz, która irytowała mnie na początku to specyficzne zawiasy rozłączne. Żeby połączyć wieko z podłogą pedalboardu, należy umieścić bolce w pasujących otworkach. To dość precyzyjna robota, a przy szerokości bliskiej metra jest to trochę kłopotliwe. Na szczęście z każdym kolejnym razem idzie coraz lepiej :) W poprzednim boardzie miałem szerokie zawiasy, które wystarczyło o zaczepić o siebie, co było bardziej oczywistym rozwiązaniem, ale mocowanie stosowane przez Western Cases wydaje się bardziej solidne. O solidności boardu ma świadczyć także certyfikat uprawniający do 5-letniej gwarancji na użyte przy jego produkcji materiały. Pięć lat to szmat czasu, ale dam znać, jak pedalboard sprawuje się w 2018 roku ;)
 
Jak pisałem, poprzedniego boarda kupiłem za dwie stówy na allegro. Wydawał się ok, ale musiałem go nieco ulepszyć na własną rękę, żeby spełnił moje oczekiwania. Porównując moje stare pudło do pedalboarda Western Cases dopiero widać, jaką różnicę robią detale, staranność wykonania i odpowiedni dobór okuć i materiałów. Reasumując, pedalboard od Western Cases jest spoko, nawet jeśli nie jesteś z Mrągowa.
Trochę miejsca jeszcze zostało :)

Polski Anti-Effect od Chaosound – awangardowa przyprawa w twoim pedalboardzie


Jakiś czas temu dostałem informację o nowym polskim efekcie gitarowym, a konkretniej anty-efekcie, bo produkowany przez polską manufakturę Chaosound Anti-Effect wydaje się zaprzeczeniem tego, czym powinien zajmować się konwencjonalny przester. Założeniem Anti-Effect jest odtworzenie „popsutego” brzmienia, gdy w gitarze trzeszczą potencjometry, przerywa kabel i ogólnie dzieją się rzeczy, które zdarzyć się nie powinny. Pomysł ciekawy, ale tak właściwie po co komuś coś takiego? Z tym pytaniem udałem się do Łukasza Badowskiego z Chaosound, który wyjaśnia ideę projektu.

Anti-Effect powstał jako nasz hołd dla rock’n’rollowego szaleństwa i gitarzystów zawsze gotowych na eksperymenty – mówi Łukasz. - Anti-Effect nie jest przesterem ani efektem tremolo. Urządzenie będzie bardzo efektywną przyprawą brzmienia gitarowego. Anti-Effect budowaliśmy z myślą o muzykach-eksperymentatorach, otwartych na nowe możliwości brzmieniowe. Jedni używają naszego efektu w awangardowym rocku, inni widzą duże możliwości wykorzystania go w dubstepie. Najciekawsze efekty można uzyskać łącząc Anti-Effect z innymi urządzeniami modulującymi brzmienie. Tutaj teren eksploracji jest właściwie nieograniczony.

Próbki brzmienia można odsłuchać na kanale You Tube Chaosound. Jedno trzeba im przyznać – z pewnością są oryginalne, a jak człowiek dobrze pokombinuje to faktycznie można coś zaskakującego z Anti-Effectu wyciągnąć. A wy co o tym sądzicie?

Taurus Dexter - nowy polski octaver

Sopocki Taurus powiększa paletę swoich efektów do gitary. Do drive'a, chorusa, compressora i delaya dołączył octaver o serialowym imieniu Dexter. Dex pozwala na dodanie do bazowego dźwięku dolnej i górnej oktawy - osobno lub jednocześnie. Ekipa Taurusa wrzuciła parę sampli na swoją stronkę, a dodatkowo możliwości nowego efektu można sobie sprawdzić na filmiku nagranym przez Premier Guitar w czasie targów Musikmesse '13. Po tak skromnych zajawkach na razie ciężko stwierdzić jak Dexter będzie gadać w praktyce, ale jedno jest pewne - działa.
 
Fot: Taurus