Pokazywanie postów oznaczonych etykietą head. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą head. Pokaż wszystkie posty

Nowy sprzęt od Orange na NAMM 2016

Nowy sprzęt od Orange Amps przygotowany na NAMM 2016 jak zawsze wywołał u mnie niezdrowe podekscytowanie. Mimo tego, że Orange mocno docenił swój segment przeznaczony dla basistów, to nie zapomniał również o tych prawdziwych gitarzystach ;) a także o całej rzeszy fanów muzyki, którzy na niczym nie grają, ale będą mieli w końcu okazję poznać bliżej sprzęt sygnowany przez Orange. Najważniejsza jest jednak wyjątkowa, rocznicowa wersja Tiny Terror.


Lampowe wzmacniacze DL Amps od Davida Labogi

O Davidzie Laboga i produkowanym przez niego sprzęcie parę razy już pisałem. Głównie w kontekście kabli gitarowych. Jednak nie samymi kablami David żyje. Z powodzeniem produkuje już kolumny gitarowe, a na najbliższe miesiące szykuje coś nowego – DL Amps, czyli premierową serię wzmacniaczy lampowych montowanych niezautomatyzowaną metodą point-to-point.

W serii mają pojawić się dwie wersje wzmacniaczy. Pierwsza będzie dedykowana do grania w klimatach blues / vintage-rock, a druga to już konkretne metalowe uderzenie. Sprzęt będzie dostępny w dwóch wariantach o mocy 10W lub 50W. Tak naprawdę na razie niewiele wiadomo, więc podpytałem Davida o więcej szczegółów dotyczących nowego projektu.

DL Amps to będzie polski High End wśród wzmacniaczy lampowych – zapowiada David Laboga. – Zrobimy dwie wersje wzmacniaczy: standardową w tolex oraz specjalne wersje custom shop, ale to zostawiam jako niespodziankę. Co do konstrukcji to idę na prostotę. Osobiście nie lubię jak wzmacniacz ma milion gałek, więc zamierzamy stworzyć przyjazne w obsłudze wzmacniacze. Z DL Amps nie odkrywamy Ameryki, ale nasza jakość wykonania, brzmienie i styl będą się różniły od sprzętu konkurencji. Bluesowa wersja DL Amps pojawi się już w lutym 2015 roku, a w marcu ukażą się pierwsze sztuki wzmacniaczy dedykowanych do metalu

Sądząc z podekscytowania Davida to zapowiada się ciekawie. Będę śledził postępy w tej sprawie. David Laboga robi porządne kable, ale czy zrobi równie udane wzmacniacze? Trzymam kciuki, bo wiadomo, im więcej dobrego dzieje się na lokalnym rynku, tym lepiej dla polskich gitarzystów.

Jak bardzo źle brzmi head Marshall MA100H ?

Dziś krótko i na temat. Miałem ostatnio, co nieco do czynienia z headem Marshall MA 100 H – tak, od tego znanego producenta lodówek i słuchawek – i jest wyjątkowo rozczarowujący. O ekonomicznej serii lampowych headów Marshalla usłyszałem, kiedy byłem skromnym użytkownikiem tranzystorowego Laneya TF 300. Myślałem nad zakupem lampy, ale budżet miałem bardzo symboliczny. Dotarła do mnie wówczas wieść o nowej, niesamowitej serii lampowych headów, o konkretnej mocy i to jeszcze od znanego producenta! Naprawdę długo się wahałem, bo całość wyglądała całkiem apetycznie. Postanowiłem jednak odłożyć zakup, na kiedy indziej, dozbierać trochę waluty i kupić coś wyższej klasy. Dziś już wiem, że było to najlepsze rozwiązanie z możliwych.

Jeśli zobaczysz takie logo to wiedz, że coś się dzieje

Dlaczego? Head Marshalla z serii MA ma kilka podstawowych minusów. Wykonany został z tańszych (czyt. gorszych) komponentów, jest wielki i ciężki, a co najgorsze – brzmienie kanału przesterowanego jest wręcz żenujące. Wydaje się, że masz dużo gałek i coś fajnego da się na pewno z niego ukręcić. Może się da, ale ja nie byłem świadkiem takiego olśnienia. Ogólnie, ciężko u Marshalla znaleźć dobrego wzmaka z fajnym drivem. O dobry kanał czysty znacznie łatwiej, ale przestery zawsze miał problematyczne. Jednak nie były aż takie toporne, siarzaste, płaskie i drażniące jak te w serii MA. Widziałem i słyszałem wiele, ale MA z czystym sumieniem odradzam. Chyba, że chcesz taki sprzęt traktować, jako rockowy mebel, to wtedy może się sprawdzi.

Jeżeli szukasz nowego, taniego, lampowego heada i zastanawiasz się nad zakupem Marshalla z serii MA to pomyśl jeszcze chwilę. Najlepiej tyle, aż dozbierasz parę złotych na coś lepszego.

Case na head Orange Dual Terror od Kakus Cases & Covers

Jak wielokrotnie pisałem, jestem dumnym posiadaczem zgrabnego lampowego heada Orange Dual Terror. Duale sprzedawane są wraz z materiałowym, usztywnianym gąbką pokrowcem z kieszonką na kable, który owszem jest fajnym i wygodnym gadżetem, ale przy dłuższym użytkowaniu nieco się przeciera. Wiadomo, ładujesz heada w bagażnik, wrzucasz na niego inne graty i nikt się przy tym zbytnio nie pieści. Dlatego też postanowiłem poszukać dla swojej pomarańczki nowego, bardziej wytrzymałego domku w postaci klasycznej skrzyni transportowej flight-case. Jak wiadomo, wspieram polską myśl techniczną, więc rozglądnąłem się po rodzimym rynku w poszukiwaniu ciekawego case’a.
Dogłębna analiza tzw. internetów doprowadziła mnie do Krzywinia (nie pytajcie gdzie to jest), gdzie mieści się siedziba firmy Kakus Cases & Covers produkującej pokrowce i skrzynie transportowe na wszelkiego rodzaju sprzęt. Nie tylko muzyczny. Kontakt z Rafałem z Kakusa był szybki, konkretny i rzeczowy – podobnie jak zaskakująco szybki czas realizacji. Chociaż na stronie napisano, że czas oczekiwania to dwa tygodnie, ale to zależy pewnie od stopnia skomplikowania zamówienia.

Orange Dual Terror to dość specyficzny head, ale wykonanie takiego case’a nie stanowiło dla Kakus Cases problemu. Pomierzyłem, podesłałem wymiary i dostałem dokładnie to, czego chciałem.  Head leży w środku idealnie, a że dodałem w projekcie parę centymetrów wolnego miejsca, mam możliwość schowania do case’a jeszcze dodatkowego osprzętu.

Sprawa najważniejsza – estetyka i jakość wykonania. Dość niewielki rozmiar mojego case’a sprawia, że wygląda przeuroczo :) Zresztą widać to na zdjęciach. Ładnie wyglądają narożniki kulowe – zwłaszcza te dolne z wypuszczonymi poza profile okuciami. Nie są to banalne kwadratowe zakończenia, których sporo na rynku. Wyglądają dobrze a wykonanie są naprawdę solidnie.
Moja skrzynia została wykonana z grubej, pięciowarstwowej sklejki oraz komponentów zachodniej marki Penn Elcom. Dzięki temu zamki motylkowe, okucia, uchwyty i zawiasy są mocarne i wysokiej klasy. Kakus oferuje także osprzęt marki Adam Hall oraz kółka do case’ów Colsona. Poszczególne komponenty dokładnie znitowano. Kakus na nitach nie oszczędza, bo jest ich tutaj cała masa. Wnętrze skrzyni wyklejono bardzo twardą, prostą pianką wewnątrz oraz miękką falistą gąbką pod wiekiem. Jak na tak konkretną konstrukcję całość waży stosunkowo niedużo – około 5kg, ale hard case na head większych gabarytów zapewne przekroczy 10.
Wykonana przez Kakus Cases skrzynia jest solidna i dokładnie skonstruowana. Gąbki przyklejono starannie, profile montowane są w całości, więc nie ma tu mowy o oszczędzaniu na materiale. Jeśli szukacie flight-case’a na swój sprzęt to warto odezwać się do Rafała z Kakusa i sprawdzić jego ofertę. Ja ze swojej skrzyni jestem zadowolony i z czystym sumieniem mogę ją polecić.

Czysty kanał w Orange Dual Terror

Dostałem niedawno maila od czytelnika, który dopytywał się czy na czystym kanale w Orange Dual Terror da się grać głośno bez zbędnego przesterowywania dźwięku?
Tak, da się. Zacznijmy jednak od początku. Ponad rok gram już na Dual Terror i kanał czysty nie jest najmocniejszym punktem programu, chociaż jak się pogrzebie da się ładne czyste dźwięki z niego wyciągnąć.

Orange Dual Terror ma dwa kanały – Fat i Tiny Terror – które są przesterowane, ale jeżeli ustawi się gain pomiędzy 3 a 4 wychodzi z tego przyjemny clean. Zmniejszony gain wymaga podkręcenia głośności na czystym kanale, ale powyżej 8 nigdy nie dokręcałem. Clean ładnie się przebija zarówno przez perkusję i gitary. Grałem na nim próby, małe koncerty klubowe na samych tyłach, duże plenery i wszędzie daje radę.
Co do głośności, to oczywiście da się grać głośno. Wystarczy mocniej podkręcić głośność, aby dostosować poziom do drugiego przesterowanego kanału. To jest największy kłopot, gdy zmienia się w danym utworze kanały z przesteru na czysty, trzeba chwilę posiedzieć aby poziomy głośności były wyrównane.

Różne rzeczy robiłem ze swoim wzmakiem, ale na głośność nigdy nie narzekałem. Zarówno przy paczce 1x12, 2x12 i 4x12.

A jak sprawuje się czysty kanał w Orange Dual Terror na koncertach i w studiu nagrań możecie sprawdzić w poniższym filmie.

Nowości w serii Orange Crush

A to niespodzianka. Po testerze do lamp, Orange zaskoczył kolejnymi nowymi produktami – tym razem konkretnym gitarowym sprzętem. Tranzystorowa seria wzmacniaczy Crush zostanie poszerzona o trzy nowe modele: dwa wzmacniacze typu combo – CR60C 60W 1x12 i CR120C 120W 2x12 – oraz head CR120H o mocy 120W.

Seria Crush skierowana jest do gitarzystów z ograniczonym budżetem, którzy chcą za plecami postawić sprzęt Orange, ale nie stać ich na lampę. Brzmieniowo nowe wzmacniacze są wzorowane na popularnym Rockerverbie. Poczekamy na próbki i zobaczymy jak to wyszło.

Nowe wzmacniacze dysponują dwoma kanałami – czysty i przesterowanym – a comba wyposażono w pętlę efektów oraz głośniki Orange Voice Of The World 60W. Wizualnie, nowy sprzęt prezentuje się dokładnie tak samo, jak jego droższe, lampowe wersje. Dbałość o wykonanie to cecha typowa dla Orange, co widać było nawet w miniaturowym combie CR-3, o którym pisałem jakiś czas temu.

Ceny nowego sprzętu na razie podano w funtach: CR60C – £349, CR120C – £479, CR120H – £299. Znając życie w Polsce będzie trochę drożej. Wzmacniacze zadebiutują na zbliżających się targach Musikmesse, a do sprzedaży trafią latem 2013 roku.


Nowe bestie Labogi – Laboga Beast Classic 30

Seria małych headów Labogi ciągle się rozwija. Po 15 watowym headzie The Beast i jego 30 watowej ulepszonej wersji The Beast 30W Plus na facebookowym profilu marki pojawiła się zajawka nowego heada Beast Classic 30.
Na pierwszy rzut oka nowy head od swojego poprzednika różni się jedynie stroną wizualną. Żeby był bardziej „classic” zmieniono czcionkę loga serii Beast, a gałki potencjometrów oraz siatkę wymieniono na jasną, oldschoolową barwę. Efekt jest taki, że head rodem z 2013 roku, wygląda jak klasyczny sprzęt z ubiegłego stulecia. Gitarzyści, którzy uznają Ibaneza za ikonę stylu z pewnością do takiego wyglądu heada się nie przekonają, ale jeżeli komuś w duszy gra rock’n’roll to nowy design heada Labogi może się podobać. Mi się podoba. Ma klimat.
Wygląd wyglądem, ale co mamy na pokładzie nowej bestii? Na froncie mamy identyczny układ jak w 30W Plus. Myląca może być zmiana czcionki, ale funkcjonalnie mamy dokładnie to samo – dwa kanały, dwa ustawienia mocy (15W i 30W), 3 potencjometry do ustawienia brzmienia przesterowanego kanału i 2 potencjometry do ustawiania kanału czystego – czyli wszystko, czego można potrzebować.
Czy 30W mocy to mało? Skądże znowu. Sam używam już od ponad roku 30W heada Orange i grając próby i koncerty, może ze dwa razy rozkręciłem go na więcej niż połowa mocy. A mały head ma taką przewagą, że działa jak należy, a nie ma z nim kłopotów przy transporcie. No i nie waży 20 kilo plus.
Oficjalna premiera heada odbędzie się na tegorocznych targach Musikmesse we Frankfurcie i pewnie dopiero wtedy dowiemy się jakie, oprócz tych widocznych gołym okiem, zmiany zaszły w nowym headziku Labogi. Ciekawe czy zmieniło się również brzmienie, na bardziej „classic”.
A tu dla porównania macie zdjęcia poprzednich wersji headów z serii:

Znamy ceny nowego sprzętu Orange

Arcade Audio - polski dystrybutor marki Orange - ujawnił ceny nowych produktów z oferty Orange. Na liście znalazł się zarówno tester lamp DIVO VT1000, nowe kolumny gitarowe, lampowe heady oraz kable instrumentalne i kolumnowe Orange.


Poniżej wyciąg z cennika Arcade Audio:

- head Orange OR 15 - 2688zł
- head Orange OR 50 - 5543zł
- head Micro Terror - 550zł
- kolumna 1x8 do heada Micro Terror - 390zł
- kolumna 1x12 sygnatura Jim Root - 2380zł
- tester lamp DIVO VT1000 - 1758zł
- kabel instrumentalny 3m - 157zł
- kabel instrumentalny 6m - 184zł
- kabel instrumentalny 9m - 211zł

Pełny cennik znajdziecie tutaj.

Źródło: Arcade Audio

Marshall Pin Up Custom na walentynki

Jeżeli jeszcze nie macie pomysłu na walentynkowy prezent to właśnie dziś swoją premierę ma seria Pin Up od Marshall Custom Shop. Stylowy head z równie stylową paczką zadowolą każdą rock'n'rollową dziewczynę :)

Nowy rok - nowy head od Orange


Nowy rok to zawsze dobry czas na to, aby wprowadzić do swojej oferty nowe produkty. Jedną z pierwszych tegorocznych nowości jest lampowy wzmacniacz Orange OR100 – pierwsza dwukanałowa wersja klasycznego już heada Orange OR50.
OR50 zadebiutował w 1972 roku. Wyróżniał go zupełny brak opisów nad potencjometrami, który zachowano także w nowej, dwukanałowej wersji. Orange OR100 ma na pokładzie kanał czysty, który możemy regulować dwoma potencjometrami, oraz przesterowany z trzema pokrętłami do regulacji brzmienia. W odróżnieniu od jednokanałowego OR50 kanał przesterowany pozbawiono jednego potencjometru, ale możliwość osobnego ustawienia czystego brzmienia jest wystarczającą rekompensatą.
Oprócz dwóch kanałów i pętli efektów, Orange OR100 ma możliwość regulacji mocy wzmacniacza. Do wyboru mamy 100, 70, 50 i 30W mocy, co sprawia, że sprzęt sprawdzi się w każdych warunkach, a przy 30W mocy i wyrozumiałych sąsiadach da radę pograć nawet w domu. Zapowiada się ciekawie. Parametry techniczne można podglądnąć tutaj.

Orange Jim Root #4 Terror Head - mały ale mocarz

Jakiś czas temu Orange wrzucił do sieci prezentację video heada Jim Root #4 Terror Head z dedykowaną do niego paczką 2x12, o których pisałem w lutym. Co ciekawe na prezentacji sygnowany przez Jima Roota sprzęt ogrywa ktoś inny, ale i tak trzeba przyznać, że headzik brzmi elegancko.

Głowa jest już dostępna w Polsce w cenie około 2400 zł. Dość sporo jak na sprzęt o mocy 15W.

Stomp-Head 4.High Gain – kolejny podłogowy head Taurusa

Parę miesięcy temu pisałem o nowatorskim pomyśle na gitarowe heady, które produkuje polski Taurus. W sieci pojawiły się niedawno nowe prezentacje video, pokazujące najnowszą podłogową głowę z serii stomp czyli Stomp-Head 4.High Gain - wzmacniacz dedykowany do cięższych odmian gitarowego grania.
Co do specyfikacji technicznej, to Stomp-Head 4.High Gain to 70W mocy, dwa kanały (clean, lead), trzy rodzaje brzmienia (clean, crunch, lead) z możliwością dopalenia boost przy solówkach, pętla efektów oraz dwa tryby pracy – na scenę i do studia.
Możliwości, jakie oferuje high gainowy Stomp-Head w metalowej muzie możecie zobaczyć w poniższym video.



Orange Dual Terror a praca w studiu nagrań


Przed kilkoma dniami zakończyłem nagrywanie gitary prowadzącej i solówek na swoją płytę. Z tej okazji miałem dobrych parę dni na sprawdzenie swojego heada Orange Dual Terror w warunkach studyjnych. W studiu miałem do wyboru jeszcze heada Krank Revolution One i Hughes & Kettner TubeMeister18, ale ostatecznie po ograniu wszystkich głów, wybrałem swojego Orange’a – zarówno na podkład, solówki jak i wstawki na czystym kanale.
Zestaw, na którym nagrywałem to gitara Fender Stratocaster na singlach, głowa Orange Dual Terror, paczka Randall R 212 CX na głośnikach Celestion Seventy 80 i kabel gitarowy Mayones Crystal Series. Do wyboru miałem też paczkę na głośnikach Celestion V30, ale Seventy 80 – mimo, że to głośniki niższej klasy – bardziej mi pasowały pod względem dołu.
Orange Dual Terror można ustawić na trzech poziomach mocy – 7W, 15W i 30W. Niższe wartości dedykowane są właśnie do pracy w studiu, ale porównując różne zakresy mocy zdecydowałem się nagrać całość na 30W. Brzmienie było najbardziej, hm, „soczyste”.
Gdybym miał opisać wrażenia, po pracy z Dual Terrorem w studiu, to jedyny problem, jaki miałem to kwestia ustawienia fajnego, czystego brzmienia. Dual Terror ma dwa kanały, ale oba są przesterowane – można wprawdzie uzyskać czyste brzmienie, to tylko kwestia odpowiedniego skręcenia pokrętła „gain”, ale uzyskane brzmienie mimo, że na koncertach daje radę to na nagraniach wypadało nieco płasko. Na szczęście mastering w dzisiejszych czasach czyni cuda ;) Pewne kłopoty przysporzył także brak pełnego equalizera, całe brzmienie uzyskujemy dzięki jednemu potencjometrowi „tone”. Każdy milimetr przesunięcia robi różnicę. Chwilę trzeba było nad tym posiedzieć, ale udało się wszystko poustawiać – zarówno przy solówkach jak i podkładach.
Do nagrywania rocka, bluesa i innych lżejszych gatunków muzycznych Orange Dual Terror nadaje się bardzo dobrze. Gorzej jakby ktoś chciał uzyskać brzmienie zbliżone do Peaveya 5150 czy Mesa Boogie, albo łoić jakiś ekstremalny metal . Orange Dual Terror oferuje bardziej crunchowy zakres brzmienia, chociaż da się go także ustawić na cięższe przestery, ale do ekstremów mamy daleko. Jako, że gram lżejszą muzę, to Orange Dual Terror dla mnie jest w sam raz. Zresztą, poczekajmy na efekt finalny nagrań, wtedy podzielę się z Wami próbkami.

Orange Dual Terror a granie na próbach

Jak obiecałem dziś kilka zdań o tym jak lampowy head Orange Dual Terror sprawdza się na próbach. Ogrywałem Terrora w dwóch typowo rockowych składach – perkusja, gitara basowa, dwie lub trzy gitary elektryczne i dwa wokale. Korzystałem przy tym z gitary Fender Stratocaster i paczki Randall R 212 CX na dwóch głośnikach Celestion Seventy 80.


W konfiguracji na trzy gitary grałem razem z Gibsonem Les Paulem na lampowym piecu Peavey 5150 o mocy 120W na paczce 4x12 Peaveya i customową gitarą Witkowski na Laboga Studio o mocy 50W i dwóch paczkach 4x12 Marshalla. Mogłoby się wydawać, że przy takim zestawie 30W mocy drzemiących w tym niepozornym headzie Orange zostanie pożarte przez swoich większych kolegów, ale bez problemu dało się ustawić cały band tak, że wszystkie instrumenty były dobrze słyszalne. Dual Terror mimo stosunkowo niewielkiej mocy jest całkiem głośnym wzmacniaczem. Chociaż trzy gitary w dość małym pomieszczeniu nie gwarantują komfortowego brzmienia.
Przy okazji mogłem sobie sprawdzić jak Orange Dual Terror reaguje z różnymi paczkami. Moje głośniki Celestion Seventy 80 nie oddają pełni wyrazu, jaki ma w sobie ten head. Za dużo w nich dołu i niepotrzebnego „brudu”. Najlepszy efekt można było uzyskać na głośnikach Celestion G12 H-30 Anniversary, na których wzmacniacz brzmiał czysto i wyraźnie. Nie przypadkiem właśnie takie głośniki montowane są w combach Orange Tiny Terror.
Druga konfiguracja, w której miałem okazję grać to gra wraz z gitarą Jackson Randy Rhodes podłączoną do tranzystorowego comba Line 6, a do tego gitara basowa i perkusja. Ponownie wszystkie instrumenty były dobrze słyszalne.
Ustawienia, na jakich grałem to pełną moc wzmacniacz (4 lampy, "full" – czyli 30W) i głośność odkręcona na godzinę 11tą – czyli jakieś 40%. Na próbach można też grać w ustawieniu 4 lampy i pół mocy (15W) przy mocniej odkręconej głośności. Tak więc, jeżeli zastanawiasz się czy head Orange Dual Terror to dobry piec, na którym można grać zarówno w domu jak i na próbach to odpowiedź jest prosta – Dual Terror nadaje się do tego bardzo dobrze.

Orange Dual Terror - pierwsze wrażenia

Wczoraj stałem się dumnym właścicielem wzmacniacza Orange Dual Terror - lampowego, dwu kanałowego, ultra mobilnego heada o mocy 30W. Przymierzając się do zakupu akurat tego sprzętu szperałem sporo w sieci i ciężko było mi znaleźć informacje o tym jak ów wzmacniacz sprawuje się na próbach, koncertach, w studiu i z efektami wpiętymi przed wzmacniacz, gdyż Dual Terror nie ma pętli efektów. W najbliższych miesiącach będę miał okazję osobiście sprawdzić wszystkie te warianty i będę się dzielił z Wami swoimi opiniami dotyczącymi tego sprzętu.


Co do pierwszych wrażeń, to zarówno wykonanie, jakość jak i brzmienie w pełni mnie satysfakcjonują. Na headzie da się ukręcić klarowne, dźwięczne czyste brzmienie, rockowy overdrive i jadowity distortion. Na razie ogrywałem go w mieszkaniu na paczce Randall R 212 CX. Do tego typu grania na Orange Dual Terror możemy zmieniać moc z 30W na 15W oraz na 7W. Właśnie te 7W, kiedy sprzęt działa na dwóch lampach i połowie mocy, to moc idealna, aby pograć sobie w domu i sprawić, że sąsiedzi nie zwariują. Chociaż i tak jest głośno, a volume nie przekraczał czterech kresek... Po weekendzie napiszę jak sprzęt sprawuje się na próbach. Stay tuned!

Powrót heada Orange OR50

W 2008 roku minęło 40 lat odkąd marka Orange pojawiła się na rynku muzycznym. Z tej okazji firma wznowiła heada OR50, który zadebiutował w 1972 roku. W wyniku sporego zainteresowania tym headem, Orange OR50 niebawem ponownie trafi na sklepowe półki.


Orange OR50 to jednokanałowy lampowy wzmacniacz o mocy 50W. Na panelu przednim heada znajduje się 6 potencjometrów. Co ciekawe, zgodnie z zamysłem designerskim Johna Jamesa, gałki nie zostały podpisane. Podpowiedzią dla użytkownika są jedynie charakterystyczne dla Orange obrazki. Nowością w OR50 jest także unikatowy HF Driver Control – połączenie dwóch potencjometrów w jeden. Oprócz tego, head ma trójstopniową regulację gainu oraz możliwość regulowania głośności… footswitchem.

Wzornictwem wzmacniacz nawiązuje do pierwowzoru z 1972 roku, ale trzeba zaznaczyć, że wznowienie to ulepszona wersja klasycznego heada Orange. Na poniższym filmiku można sprawdzić jak OR50 sprawdza się w akcji.

Orange Signature #4 Jim Root Terror Head

Na 2012 rok Orange przyszykował kilka nowości. Jedną z nich jest sygnowany przez Jima Roota, gitarzystę Slipknot i Stone Sour, head Orange # 4. Wzmacniacz jest mutacją najbardziej charakterystycznego heada Orange Tiny Terror stworzoną do grania ciężkiej muzy.

Różnice między #4 a Tiny Terror nie sprowadzają się jedynie do czarnej kolorystyki nowego heada. #4 w odróżnieniu od Tiny posiada 3-pasmowy korektor brzmienia, ściągnięty z Orange Rockerverb, którego Jim Root używa na scenie i w studiu. Nowością jest też pętla efektów, która nie występowała w małych wzmacniaczach tej marki. Head ma identyczną moc jak Tiny Terror, czyli 15W z możliwością przełączenia na 7W. Nie jest to wcale tak mało, bo znam zespoły, które koncertują na Orange Tiny Terror i nie mają problemów ze słyszalnością na scenie.


Do Orange # 4 wyprodukowano także dedykowaną kolumnę PPC 212 sygnowaną przez Roota. Całość wizualnie prezentuje się bardzo fajnie. Co do brzmienia, to nie miałem jeszcze okazji słyszeć żadnych próbek, więc ciężko powiedzieć czy założenia zostały spełnione, ale znając produkty Orange sądzę, że lipy nie będzie.

Nowe zajawki Stomp-Heada

Pisałem niedawno o nowatorskim analogowym wzmacniaczu Taurus Stomp-Head 4.SL. W sieci dostępna jest nowa zajawka możliwości brzmieniowych tego podłogowego heada. Trzeba przyznać, że brzmi jak należy i w rockowym graniu sprawdzi się bardzo dobrze. No i do tego jest całkiem mobilny.


W swojej ostatniej notce wyraziłem też pewne obawy, co do szybkiego zużycia zewnętrznego sprzętu, ale istnieje możliwość podłączenia do Stomp-Heada kontrolera zewnętrznego. Tylko co to za frajda mieć heada podłogowego i stawiać go na paczce?

Trzecia opcja Taurusa

Od zawsze gitarzyście mieli tylko dwie opcje do wyboru. Albo gitara albo bas. Albo kabel albo system bezprzewodowy. Albo head albo combo. No właśnie. W tej ostatniej dziedzinie Polacy z Taurusa wpadli na innowacyjny, chociaż nieco kontrowersyjny pomysł – Stomp Head czyli gitarowy head… podłogowy.

Zamiast stawiać heada na paczce, możesz postawić go przed sobą i zmieniać kanały stopą niczym na efekcie gitarowym. Dostępne obecnie modele Stomp Heada mają po dwa kanały i przycisk „boost” do dopalenia sprzętu. W tym niezwykłym urządzeniu drzemie moc od 60 do 70W z dwoma trybami pracy Studio i Stage.

Stomp Head prezentuje się elegancko, ale jak sprawdzi się w warunkach bojowych? Po paru latach intensywnego użytkowania atrakcyjność wizualna takiego sprzętu drastycznie spadnie, ale liczy się przecież brzmienie, które mimo hybrydowej technologii na prezentacji producenta wypada całkiem fajnie. Chociaż to także po części zasługa naszego polskiego Mayonesa, na którym gra Boo-Boo.


Swoją drogą na polskim rynku producentów gitarowego sprzętu robi się coraz ciekawiej.

Miniaturowy Micro Terror od Orange

Już za kilka dnia na NAMM 2012 Orange zaprezentuje swoje nowe miniaturowe lampowe cacko - Orange Micro Terror. Po niewielkim Tiny Terror i nieco większym Dual Terror ekipa z Wielkiej Brytanii postanowiła stworzyć coś ekstremalnie mobilnego. W nowym Terrorze będzie zaledwie jedna lampa 12AX7, ale to w zupełności wystarczy do domowych zastosowań. Poniżej zdjęcie przedstawiające rzeczywisty rozmiar heada w porównaniu do iPhone'a.
Co ciekawe, do heada, będzie dedykowana równie nieduża paczka PPC 108 z 8" głośnikiem. Chociaż heada można podłączyć nawet do PPC 412.

Od dwóch dni w sieci dostępna jest prezentacja Micro Terrora. Ciekawe kiedy miniaturowe heady dotrą nad Wisłę i czy cena będzie adekwatna do ich rozmiarów?