Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dimavery. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dimavery. Pokaż wszystkie posty

Torba na efekty gitarowe Dimavery EPD-10

Wraz ze wzrostem ilości sprzętu rośnie ilość kabli, przedłużaczy i przewodów, które trzeba ze sobą targać, aby móc się podłączyć i zacząć grać. Z rozrzewnieniem wspominam czasy, gdy do zagrania próby czy koncertu potrzebowałem jednego kabla…

Żeby to wszystko ze sobą nosić potrzebne jest coś do przechowywania tych wszystkich niezbędnych gratów. Z tego właśnie powodu stałem się posiadaczem torby Dimavery EPD-10, która z założenia służy jako miękki pokrowiec do efektów gitarowych. Do przechowywania efektów używam twardego pedalboarda, ale co by było, gdybym był zmuszony do używania do tego celu Dimavery EPD-10? Nie byłbym zbyt zachwycony.


Jak zwykle w przypadku Dimavery mamy tu do czynienia z wykończeniem torby rodem z dalekiego wschodu. Zresztą torba, jako torba, na pewno posłuży przez kilka dobrych lat. Jest dość spora, więc kable i przedłużacze pomieszczą się bez problemu. Gorzej z twardym wkładem, który znajdziemy wewnątrz EPD-10. Kilka milimetrów lichej sklejki, niedbale oklejonej czarnym, filco-podobnym materiałem i poskładanej do kupy niewielkimi nitami budzi trwogę. Nie jestem szczególnie uzdolniony, ale jeżeli chciałbym zrobić coś takiego własnoręcznie to wyglądałoby to o niebo lepiej. W torbie Dimavery EPD-10 zmieścimy trzy, w porywach cztery, efekty gitarowe, jednak sądząc po jakości wykonania, jest to sprzęt wyłącznie do domowych zastosowań.


Miałem w rękach już kilka produktów Dimavery i jedyny, który mógłbym polecić z czystym sumieniem to malutki pedalboard na 2-3 efekty gitarowe Dimavery Effector-Case, który wykonano starannie i solidnie. Ale z efektami gitarowymi tak już jest, że jak kupisz jeden, to na jednym się nie zatrzymasz.

Kaczka po pekińsku - wah Dimavery EPWW-50

Przychodzi taka chwila w życiu gitarzysty, że rodzi się w nim fascynacja kaczkami. Osobiście byłem w tak niekomfortowej sytuacji, że nikt z moich znajomych nie był w posiadaniu waha. Pozostał Internet, w którym znalazłem nową i podejrzanie tanią kaczkę Dimavery Wah-Wah Pedal EPWW-50. Pomyślałem, że to może być dobry sposób na rozpoczęcie przygody z tym efektem.

Pierwsze wrażenia po otwarciu paczki z nowiutkim EPWW-50 były dalekie od ekscytacji. Typowo dalekowschodnie wykonanie – masa plastiku, mechanizm pedału pokryty niepokojącym smarem i wrażenie ogólnej lichości. Z drugiej strony, wydałem 100zł i mam efekt z pierwszej ręki, który pozwoli mi nauczyć się grać na kaczce. No właśnie, oprócz możliwości zapoznania się z techniką gry na wahu EPWW-50 nie oferuje nic więcej.

Lista zalet Dimavery EPWW-50 jest krótka. Pierwszą z nich jest atrakcyjna cena. Drugą, a zarazem ostatnią, jest możliwość gry na kaczce.

Jak łatwo się domyślić wad jest znacznie więcej:
- sposób włączania efektu, co uniemożliwia szybkie uruchomienie kaczki
- po włączeniu efektu brzmienie robi się „suche”, szorstkie i nieprzyjemne dla ucha
- włączony efekt obcina głośność
- dramatyczna plastikowa obudowa
- żeby włożyć baterię do efektu trzeba go rozkręcić na czynniki pierwsze…


W moim rankingu najgorszych efektów gitarowych, jakie miałem w rękach Dimavery Wah-Wah Pedal EPWW-50 plasuje się na zaszczytnym pierwszym miejscu. Zdecydowanie nie polecam. Na szczęście udało mi się go sprzedać za 60% ceny i po dołożeniu kilku stów stałem się szczęśliwym posiadaczem klasycznego waha Dunlop CGB 95 Cry Baby, o którym nieco więcej napiszę w niedalekiej przyszłości.