Pokazywanie postów oznaczonych etykietą orange. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą orange. Pokaż wszystkie posty
Na jakim sprzęcie grają # 12 — CF98
Krakowski CF98 to od lat pierwsza liga melodic-punka w Polsce. Zespołowi kibicuję od dawna, a najnowsza, jeszcze świeża, płyta „Story makers” potwierdza, że kredyt zaufania został przyznany słusznie — album jest po prostu bardzo dobry. CF98 pomimo wykonywania gatunku muzyki, który nie do końca tego wymaga, od dawna miał bardzo rzetelne podejście do gitarowego sprzętu. Tak rozbudowanych pedalboardów, jakie chłopaki mieli w 2010 roku, jeszcze na punk rockowej scenie nie widziałem :) Tak całkiem szczerze, to właśnie Alek i Karol, ówcześni gitarzyści zespołu, służyli mi przed laty wieloma cennymi radami pod względem gitarowego sprzętu i efektów. Dziś skład zespołu uległ zmianom, ale na pokładzie wciąż pozostaje Grzegorz Skawiński polskiego melodic-punka, Alek Domagalski, którego wspiera znany z ekip Hartal i W Kilku Słowach barber-gitarzysta Mateusz „Delma” Poznański oraz basista Michał Kurzyk. Nad chłopakami pieczę sprawuje wokalistka Karolina Duszkiewicz.
Na jakim sprzęcie grają # 10 — Fertile Hump
W dziesiątym odcinku „Na jakim sprzęcie” gościmy warszawski band Fertile Hump. Gitarzystę Tomka przepytywałem już przy okazji sprzętu jego macierzystej formacji czyli The Stubs (o tutaj), ale w swoim nowym projekcie razem ze śpiewającą gitarzystką Magdą tworzą muzykę w całkiem innym klimacie. Klimat jest w tym przypadku słowem klucz, a jeśli jeszcze nie sprawdziliście nagrań Fertile Hump to serdecznie polecam.
Nowy sprzęt od Orange na NAMM 2016
Nowy sprzęt od Orange Amps przygotowany na NAMM 2016 jak zawsze wywołał u mnie niezdrowe podekscytowanie. Mimo tego, że Orange mocno docenił swój segment przeznaczony dla basistów, to nie zapomniał również o tych prawdziwych gitarzystach ;) a także o całej rzeszy fanów muzyki, którzy na niczym nie grają, ale będą mieli w końcu okazję poznać bliżej sprzęt sygnowany przez Orange. Najważniejsza jest jednak wyjątkowa, rocznicowa wersja Tiny Terror.
Test: MXR Blue Box Octave Fuzz – efekt z krainy osobliwości
Niekiedy nie trzeba być gitarowym wymiataczem, żeby zaskoczyć słuchacza czymś niezwykłym. Czasem wystarczy zwyczajnie ulokować trochę gotówki w ciekawym efekcie gitarowym. Za to właśnie lubię kostkę MXR Blue Box Octave Fuzz czyli efekt, który łącząc brudny, mięsisty przester z octaverem gwarantuje godziny dobrej zabawy i jest doskonałym antidotum na kompozytorską rutynę.
Wygląd kostki nie zapowiada niczego niezwykłego, ot standardowa obudowa MXR tyle, że w sympatycznym niebieskim kolorze. Zapewne stąd ta nazwa… Za to po odpaleniu przesteru robi się ciekawie no i przynajmniej u mnie, od razu pojawia się uśmiech na twarzy. Po prostu mała rzecz, a cieszy.
MXR Blue Box obniża dźwięk o dwie oktawy i dodaje do sygnału efekt brudnego fuzzu. Całym efektem sterujemy za pomocą dwóch potencjometrów – Output oraz Blend. Output reguluje siłę sygnału, a charakterystykę brzmienia ustalamy poprzez kręcenie gałką Blend. Blend zmienia balans pomiędzy sygnałem przesterowanym a wyjściowym. Im więcej go odkręcimy, tym brzmienie będzie gładsze i bardziej konwencjonalne. Zmniejszając zakres Blendu sprawiamy, że zniekształcony sygnał dominuje brzmienie gitary, co pozwala na uzyskanie naprawdę niekonwencjonalnego i osobliwego dźwięku. Ja ustawiam Blend w okolicach 60%, czyli na szaleństwo kontrolowane. Referencyjne brzmienie, jakim chwali się MXR to solówka z numeru „Fool in the rain” Led Zeppelin – Blue Box jest stworzony do takich rzeczy.
Dla mnie MXR BLue Box to przede wszystkim zastrzyk nowych pomysłów i antidotum na kompozytorską nudę. Przy jego użyciu możesz zamiast oklepanego riffu wsadzić coś intrygującego, a z prostej solówki na paru dźwiękach zrobić coś fajnego.
Jakie są minusy Blue Boxa? Nie jest to wszechstronne urządzenie dla każdego. Z pewnością nie będziesz go używać w każdym kawałku, ale jako przyprawa w Twoim pedalboardzie sprawdzi się doskonale. No i jeśli nie zasilasz efektów z zasilacza, tylko wolisz baterie, to będziesz miał trochę zabawy, bo kostka nie ma klapki na baterię.
A jakie brzmienie ukręciłem z tej kostki, możecie usłyszeć na próbkach, które nagrałem u Pawła w studiu Dźwiękonarium. Na nagraniu słychać gitarę Gretsch Pro Jet G5438T, heada Orange Dual Terror, efekt BOSS Digital Delay DD-3 i kolumnę Hughes&Kettner Tubemeister 112.
Test: Boss Tera Echo TE-2 – Pan Sylwester w kosmosie
Z pewnością nie brakuje gitarzystów, dla których słowo efekt gitarowy od razu kojarzy się z marką Boss. Lata na rynku, szeroka dostępność i jakość produktów robią firmie dobry PR. Jednak Boss nie odcina kuponów i co jakiś czas wprowadza do swojej oferty coś nowego. W ubiegłym roku na rynku pojawiły się trzy nowe efekty: Adaptive Distortion DA-2, Multi Overtone MO-2 oraz Tera Echo TE-2. Właśnie ten ostatni efekt wpadł ostatnio w moje ręce i muszę przyznać, że zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie.
Tera Echo TE-2 to setny efekt gitarowy w ofercie BOSS. Wiadomo, jubileusz trzeba obchodzić z pompą, to też TE-2 zwyczajny być nie może. O jego odświętnym charakterze świadczy choćby szałowy perłowy lakier i złote elementy na obudowie. Z czym kojarzy się „echo”? Trop idący w kierunku efektów typu delay czy reverb wydaje jest słuszny, jednak Tera Echo nie można prosto wpisać w ich charakterystykę. TE-2 ma w sobie cechy każdego z nich, ale jego możliwości są szersze, a sposobów wykorzystania jest wiele. Mimo tego, że pokrętła są cztery to w miarę jak go ogrywałem ciągle do głowy wpadały nowe pomysły – od klasycznego pogłosu aż po osobliwe efekty dźwiękowe kojarzące się z grami komputerowymi z pierwszej połowy lat 90-tych.
Do obsługi mamy cztery gałki: E.Level, Tone, Feedback i S-Time, czyli niemal klasyczny zestaw pozwalający na proste sterowanie głośnością, barwą, natężeniem oraz czasem wybrzmiewania efektu. Niby niewiele, ale nawet drobna modulacja pokrętłem czy nawet sam sposób artykulacji wpływa na brzmienie, jakie uzyskamy za pomocą Tera Echo. Jako bonus mamy też możliwość odpalenia funkcji „freeze”, którą aktywujemy przytrzymując pedał efektu, jak sama nazwa wskazuje, „freeze” zamraża grany podkład, przez co możemy dograć nad nim osobą partię gitary. Jest się czym pobawić.
Tera Echo to efekt godny uwagi. Gra z nim była inspirującym doświadczeniem i jak słychać na filmie dała nam sporo radości. Cena Tera Echo, która plasuje się w granicach 600 złotych wydaje się dość wysoka, ale w zamian otrzymujemy coś naprawdę intrygującego. Niżej znajdziecie link do testu, który nagrałem w rzeszowskim studio Dźwiękonarium korzystając z gitary Gretsch Pro Jet G5438T, heada Orange Dual Terror i kolumny Hughes&Kettner Tubemeister 112.
Test: Amptweaker Tight Drive – bluesowy kowboj
Rynek efektów gitarowych w Polsce z roku na rok robi się coraz bardziej obszerny, co zachęca kolejnych graczy do walki o miejsce w pedalboardach polskich gitarzystów. Nową twarzą w branży jest amerykańska manufaktura Amptweaker, która od niedawna posiada oficjalnego polskiego dystrybutora. Propozycja Amptweaker oprócz charakterystycznego designu wyróżnia się ciekawymi rozwiązaniami technicznymi, oznaczeniem „handmade in USA” i osobą założyciela. Ojcem i głównym konstruktorem efektów Amptweaker jest James Brown, człowiek odpowiedzialny za brzmienie takich wzmacniaczy jak Peavey VTM czy kultowy Peavey 5150. W trakcie 18 lat pracy w Peaveyu był twórcą lub współtwórcą takich wzmacniaczy jak Classic 50, Classic 30, DeltaBlues oraz serii TransTube i Triple XXX. Po odejściu od Peaveya Brown współpracował z firmą Kustom, dla której opracował modele ’36 Coupe, ’72 Coupe i Double Cross. W 2011 roku James założył Amptweaker i przeszedł na swoje. Rodzina dostępnych w Polsce efektów gitarowych Amptweaker nie jest szeroka. Efektów jest zaledwie sześć a ich nazwy to Tight Drive, Tight Metal, Tight Rock, Fat Rock, Tight Boost i Tight Fuzz.
W moje ręce trafił jeden z łagodniejszych przesterów producenta, a mianowicie Amptweaker Tight Drive. Jest to zarazem pierwszy efekt, który wyposażono w potencjometr Tight. Jego zadaniem jest zmiana charakterystyki brzmienia z łagodnego, okrągłego dźwięku aż do ostrego i warczącego. Ogólnie, Amptweaker Tight Drive oferuje brzmienie idealne do bluesowych zagrywek. Kręcąc gałkami możemy przejść od delikatnego oldschoolowego cruncha po piaszczysty overdrive. Generalnie, kostka brzmi najlepiej przy lekkich przestrach, chociaż zakres gainu i przesterowania jest szerszy niż choćby w tube-screamo-podobnym MXR GT-OD, do którego go porównywałem.
Brzmieniem Tight Drive sterujemy za pomocą standardowego dla tego typu efektów zestawu potencjometrów Volume, Tone i Gain. Komplet uzupełnia wspomniany Tight. Nie ma tu żadnych komplikacji i pożądane brzmienie można uzyskać dość szybko. Ciężko się rozpisywać o brzmieniu dlatego też nagrałem dla Was parę próbek, z przykładowymi ustawieniami efektu. Gitara Gretsch Pro Jet G5438T, head Orange Dual Terror, paczka Hughes & Kettner TubeMeister 112.
Efekty Amptweaker mają parę rozwiązań, które do standardowych nie należą. Sporo dzieje się w kwestii około zasilaczowych. Jak podepniemy kostkę zasilaczem uzyskamy dodatkowe podświetlenie wszystkich potencjometrów diodami LED. Jeżeli wolimy zasilać efekt baterią pierwszym ułatwieniem jest prosty sposób jej montażu – z boku kostki umieszczono magnetyczną szufladkę. Nie musimy nic odkręcać czy przekręcać, aby dostać się do środka. Kolejnym bonusem jest możliwość odłączenia baterii przyciskiem umieszczonym obok potencjometrów. Nie to jest jednak najciekawsze. Główny bajer to wbudowana w efekt pętla efektów. Na spodzie kostki znajduje się przełącznik pozwalający ustawić pętlę w dwóch trybach działania – PRE i POST – które pozwalają określić czy efekty podpięte do pętli będą działały przed czy za przesterem. Fajny bajer, który można zmyślnie wykorzystać budując przy Tight Drive osobny zestaw efektów sterowany jednym przyciskiem.
Wyróżnikiem Amptweaker jest ciekawe wzornictwo i wykonanie godne technologii militarnych. Sądząc po zdjęciach spodziewałem się, że efekt będzie okazałych rozmiarów, bo prezentuje się masywnie. Amptweaker jest niewiele szerszy od kostek BOSS, a barierka chroniąca potencjometry przed zdeptaniem także nie sprawia, że efekt jest wyższy od standardowych kostek. Tak więc zakup Amptweakera nie wiąże się ze zmianą pedalboardu.
Amptweaker Tight Drive to produkt, który nie jest skierowany do każdego gitarzysty. Nie tylko dlatego, że do tanich nie należy. Czuć w brzmieniu efektu, coś ze starej szkoły gry, dalekiej od cyfrowych cukiereczków. Tight Drive osadziłbym w boardzie wiekowego bluesmana, który z namaszczeniem kładzie efekt na podłodze, odpala piec i mówi „posłuchaj synku, jak kiedyś brzmiały gitary”. Brzmi retro, ale ma klimat.
Wyróżnikiem Amptweaker jest ciekawe wzornictwo i wykonanie godne technologii militarnych. Sądząc po zdjęciach spodziewałem się, że efekt będzie okazałych rozmiarów, bo prezentuje się masywnie. Amptweaker jest niewiele szerszy od kostek BOSS, a barierka chroniąca potencjometry przed zdeptaniem także nie sprawia, że efekt jest wyższy od standardowych kostek. Tak więc zakup Amptweakera nie wiąże się ze zmianą pedalboardu.
Amptweaker Tight Drive to produkt, który nie jest skierowany do każdego gitarzysty. Nie tylko dlatego, że do tanich nie należy. Czuć w brzmieniu efektu, coś ze starej szkoły gry, dalekiej od cyfrowych cukiereczków. Tight Drive osadziłbym w boardzie wiekowego bluesmana, który z namaszczeniem kładzie efekt na podłodze, odpala piec i mówi „posłuchaj synku, jak kiedyś brzmiały gitary”. Brzmi retro, ale ma klimat.
Na jakim sprzęcie grają: The Stubs
Najwyższy czas na czwartą odsłonę serii „Na jakim sprzęcie grają”, gdzie zdradzamy wstydliwe tajemnice polskich gitarzystów. Po technicznym Kabanosie pora na coś niskobudżetowego i rock’n’rollowego. Przed Wami Tomek, gitarzysta i wokalista warszawskiego The Stubs, który wyjaśni, na czym gra i dlaczego jest strasznym pierdołą.
Case na head Orange Dual Terror od Kakus Cases & Covers
Jak wielokrotnie pisałem, jestem dumnym posiadaczem zgrabnego lampowego heada Orange Dual Terror. Duale sprzedawane są wraz z materiałowym, usztywnianym gąbką pokrowcem z kieszonką na kable, który owszem jest fajnym i wygodnym gadżetem, ale przy dłuższym użytkowaniu nieco się przeciera. Wiadomo, ładujesz heada w bagażnik, wrzucasz na niego inne graty i nikt się przy tym zbytnio nie pieści. Dlatego też postanowiłem poszukać dla swojej pomarańczki nowego, bardziej wytrzymałego domku w postaci klasycznej skrzyni transportowej flight-case. Jak wiadomo, wspieram polską myśl techniczną, więc rozglądnąłem się po rodzimym rynku w poszukiwaniu ciekawego case’a.
Dogłębna analiza tzw. internetów doprowadziła mnie do Krzywinia (nie pytajcie gdzie to jest), gdzie mieści się siedziba firmy Kakus Cases & Covers produkującej pokrowce i skrzynie transportowe na wszelkiego rodzaju sprzęt. Nie tylko muzyczny. Kontakt z Rafałem z Kakusa był szybki, konkretny i rzeczowy – podobnie jak zaskakująco szybki czas realizacji. Chociaż na stronie napisano, że czas oczekiwania to dwa tygodnie, ale to zależy pewnie od stopnia skomplikowania zamówienia.
Orange Dual Terror to dość specyficzny head, ale wykonanie takiego case’a nie stanowiło dla Kakus Cases problemu. Pomierzyłem, podesłałem wymiary i dostałem dokładnie to, czego chciałem. Head leży w środku idealnie, a że dodałem w projekcie parę centymetrów wolnego miejsca, mam możliwość schowania do case’a jeszcze dodatkowego osprzętu.
Sprawa najważniejsza – estetyka i jakość wykonania. Dość niewielki rozmiar mojego case’a sprawia, że wygląda przeuroczo :) Zresztą widać to na zdjęciach. Ładnie wyglądają narożniki kulowe – zwłaszcza te dolne z wypuszczonymi poza profile okuciami. Nie są to banalne kwadratowe zakończenia, których sporo na rynku. Wyglądają dobrze a wykonanie są naprawdę solidnie.
Moja skrzynia została wykonana z grubej, pięciowarstwowej sklejki oraz komponentów zachodniej marki Penn Elcom. Dzięki temu zamki motylkowe, okucia, uchwyty i zawiasy są mocarne i wysokiej klasy. Kakus oferuje także osprzęt marki Adam Hall oraz kółka do case’ów Colsona. Poszczególne komponenty dokładnie znitowano. Kakus na nitach nie oszczędza, bo jest ich tutaj cała masa. Wnętrze skrzyni wyklejono bardzo twardą, prostą pianką wewnątrz oraz miękką falistą gąbką pod wiekiem. Jak na tak konkretną konstrukcję całość waży stosunkowo niedużo – około 5kg, ale hard case na head większych gabarytów zapewne przekroczy 10.
Wykonana przez Kakus Cases skrzynia jest solidna i dokładnie skonstruowana. Gąbki przyklejono starannie, profile montowane są w całości, więc nie ma tu mowy o oszczędzaniu na materiale. Jeśli szukacie flight-case’a na swój sprzęt to warto odezwać się do Rafała z Kakusa i sprawdzić jego ofertę. Ja ze swojej skrzyni jestem zadowolony i z czystym sumieniem mogę ją polecić.
Czysty kanał w Orange Dual Terror
Dostałem niedawno maila od czytelnika, który dopytywał się
czy na czystym kanale w Orange Dual Terror da się grać głośno bez zbędnego
przesterowywania dźwięku?
Tak, da się. Zacznijmy jednak od początku. Ponad rok gram
już na Dual Terror i kanał czysty nie jest najmocniejszym punktem programu,
chociaż jak się pogrzebie da się ładne czyste dźwięki z niego wyciągnąć.
Orange Dual Terror ma dwa kanały – Fat i Tiny Terror – które
są przesterowane, ale jeżeli ustawi się gain pomiędzy 3 a 4 wychodzi z tego
przyjemny clean. Zmniejszony gain wymaga podkręcenia głośności na czystym
kanale, ale powyżej 8 nigdy nie dokręcałem. Clean ładnie się przebija zarówno
przez perkusję i gitary. Grałem na nim próby, małe koncerty klubowe na samych
tyłach, duże plenery i wszędzie daje radę.
Co do głośności, to oczywiście da się grać głośno. Wystarczy
mocniej podkręcić głośność, aby dostosować poziom do drugiego przesterowanego
kanału. To jest największy kłopot, gdy zmienia się w danym utworze kanały z
przesteru na czysty, trzeba chwilę posiedzieć aby poziomy głośności były
wyrównane.
Różne rzeczy robiłem ze swoim wzmakiem, ale na głośność
nigdy nie narzekałem. Zarówno przy paczce 1x12, 2x12 i 4x12.
A jak sprawuje się czysty kanał w Orange Dual Terror na koncertach i w studiu nagrań możecie
sprawdzić w poniższym filmie.
Nowości w serii Orange Crush
A to niespodzianka. Po testerze do lamp, Orange zaskoczył kolejnymi nowymi produktami – tym razem konkretnym gitarowym sprzętem. Tranzystorowa seria wzmacniaczy Crush zostanie poszerzona o trzy nowe modele: dwa wzmacniacze typu combo – CR60C 60W 1x12 i CR120C 120W 2x12 – oraz head CR120H o mocy 120W.
Seria Crush skierowana jest do gitarzystów z ograniczonym budżetem, którzy chcą za plecami postawić sprzęt Orange, ale nie stać ich na lampę. Brzmieniowo nowe wzmacniacze są wzorowane na popularnym Rockerverbie. Poczekamy na próbki i zobaczymy jak to wyszło.
Nowe wzmacniacze dysponują dwoma kanałami – czysty i przesterowanym – a comba wyposażono w pętlę efektów oraz głośniki Orange Voice Of The World 60W. Wizualnie, nowy sprzęt prezentuje się dokładnie tak samo, jak jego droższe, lampowe wersje. Dbałość o wykonanie to cecha typowa dla Orange, co widać było nawet w miniaturowym combie CR-3, o którym pisałem jakiś czas temu.
Ceny nowego sprzętu na razie podano w funtach: CR60C – £349, CR120C – £479, CR120H – £299. Znając życie w Polsce będzie trochę drożej. Wzmacniacze zadebiutują na zbliżających się targach Musikmesse, a do sprzedaży trafią latem 2013 roku.
Seria Crush skierowana jest do gitarzystów z ograniczonym budżetem, którzy chcą za plecami postawić sprzęt Orange, ale nie stać ich na lampę. Brzmieniowo nowe wzmacniacze są wzorowane na popularnym Rockerverbie. Poczekamy na próbki i zobaczymy jak to wyszło.
Nowe wzmacniacze dysponują dwoma kanałami – czysty i przesterowanym – a comba wyposażono w pętlę efektów oraz głośniki Orange Voice Of The World 60W. Wizualnie, nowy sprzęt prezentuje się dokładnie tak samo, jak jego droższe, lampowe wersje. Dbałość o wykonanie to cecha typowa dla Orange, co widać było nawet w miniaturowym combie CR-3, o którym pisałem jakiś czas temu.
Ceny nowego sprzętu na razie podano w funtach: CR60C – £349, CR120C – £479, CR120H – £299. Znając życie w Polsce będzie trochę drożej. Wzmacniacze zadebiutują na zbliżających się targach Musikmesse, a do sprzedaży trafią latem 2013 roku.
Fot: orangeamps.com
Znamy ceny nowego sprzętu Orange
Arcade Audio - polski dystrybutor marki Orange - ujawnił ceny nowych produktów z oferty Orange. Na liście znalazł się zarówno tester lamp DIVO VT1000, nowe kolumny gitarowe, lampowe heady oraz kable instrumentalne i kolumnowe Orange.
Poniżej wyciąg z cennika Arcade Audio:
- head Orange OR 15 - 2688zł
- head Orange OR 50 - 5543zł
- head Micro Terror - 550zł
- kolumna 1x8 do heada Micro Terror - 390zł
- kolumna 1x12 sygnatura Jim Root - 2380zł
- tester lamp DIVO VT1000 - 1758zł
- kabel instrumentalny 3m - 157zł
- kabel instrumentalny 6m - 184zł
- kabel instrumentalny 9m - 211zł
Pełny cennik znajdziecie tutaj.
Źródło: Arcade Audio
Poniżej wyciąg z cennika Arcade Audio:
- head Orange OR 15 - 2688zł
- head Orange OR 50 - 5543zł
- head Micro Terror - 550zł
- kolumna 1x8 do heada Micro Terror - 390zł
- kolumna 1x12 sygnatura Jim Root - 2380zł
- tester lamp DIVO VT1000 - 1758zł
- kabel instrumentalny 3m - 157zł
- kabel instrumentalny 6m - 184zł
- kabel instrumentalny 9m - 211zł
Pełny cennik znajdziecie tutaj.
Źródło: Arcade Audio
Efekty gitarowe Orange
Portal Premier Guitar zamieścił w sieci poniższe zdjęcie. Orange szybko wyjaśnił sprawę, że fotka przedstawia jeszcze niedokończone prototypy efektów, które w przyszłości powinny trafić do sprzedaży. Charakterystyczne brzmienie Orange zamknięte w kostce? Brzmi zachęcająco, a pod względem designu prezentuje się jeszcze lepiej. Tylko co z tego wyniknie? Pożyjemy, zobaczymy.
Źródło: www.premierguitar.com
Orange DIVO VT1000 - tajemnicza premiera Orange
Wczoraj, podczas targów NAMM, Orange w końcu pokazał światu swoją tajemniczą, rewolucyjną premierę. Nie był to innowacyjny wzmacniacz czy nowatorska kolumna gitarowa, lecz produkt z kategorii „przydatny gadżet”. Orange DIVO VT1000, bo tak nazywa się nowe urządzonko Orange, to niewielki, prosty w użyciu tester lamp.
Owszem, jest to produkt, który znajdzie wielu nabywców – choćby wśród studiów nagraniowych, ekip technicznych, sklepów muzycznych, osób składających wzmacniacze czy profesjonalnych gitarzystów, ale nie jest to rzecz, w którą powinien zaopatrzyć się każdy użytkownik gitary i lampowego wzmacniacza. No chyba, że cena rynkowa będzie równie niewielka jak rozmiary VT1000.
Pod względem funkcjonalności tester jest banalnie prosty w użyciu. Mocujemy lampę w odpowiednim otworze, wybieramy rodzaj lampy za pomocą klawiszy lewo i prawo, a następnie klikamy „OK”. Po zbadaniu lampy na VT1000 zaświeci się kontrolka „Good”, „Worn” mówiąca o tym, że lampa zbliża się do końca żywotności albo „Fail” informująca o zużyciu się lampy. Dzięki VT1000 będzie można wytestować takie lampy jak: EL34/6CA7; EL34L; 6L6; 6V6/6v6GTA; KT66; KT77; KT88; 6550; 5881; EL84/6BQ5; ECC81/12AT7; ECC82/12AU7; ECC83/12AX7; ECC99; 12BH7.
VT1000 prezentuje nowoczesny design. W studiu nagraniowym dobrze wyglądałby obok monitora z nadgryzionym jabłuszkiem. No tylko, że kolor się nie zgadza.
Oglądając wczorajszą premierę VT1000 byłem nieco zaskoczony. Spodziewałem się czegoś, co wprowadzi wzmacniacze gitarowe na nowe, niezbadane tereny, a okazało się, że tajemnicza nowość to tylko przydatny gadżet stojący na straży dobrego, lampowego brzmienia. Przypomina to nieco czasy, gdy będąc dzieckiem zamiast wymarzonej zabawki pod choinką czekały ciepłe skarpety. Zabawić się nimi nie dało, ale też mają swoje zalety.
Nowy rok - nowy head od Orange
Nowy rok to zawsze dobry czas na to, aby wprowadzić do
swojej oferty nowe produkty. Jedną z pierwszych tegorocznych nowości jest lampowy
wzmacniacz Orange OR100 – pierwsza dwukanałowa wersja klasycznego już heada Orange
OR50.
OR50 zadebiutował w 1972 roku. Wyróżniał go zupełny brak opisów
nad potencjometrami, który zachowano także w nowej, dwukanałowej wersji. Orange
OR100 ma na pokładzie kanał czysty, który możemy regulować dwoma
potencjometrami, oraz przesterowany z trzema pokrętłami do regulacji brzmienia.
W odróżnieniu od jednokanałowego OR50 kanał przesterowany pozbawiono jednego
potencjometru, ale możliwość osobnego ustawienia czystego brzmienia jest
wystarczającą rekompensatą.
Oprócz dwóch kanałów i pętli efektów, Orange OR100 ma możliwość regulacji
mocy wzmacniacza. Do wyboru mamy 100, 70, 50 i 30W mocy, co sprawia, że sprzęt
sprawdzi się w każdych warunkach, a przy 30W mocy i wyrozumiałych sąsiadach da
radę pograć nawet w domu. Zapowiada się ciekawie. Parametry techniczne można podglądnąć tutaj.
Orange coś knuje…
Orange zamieścił na swojej stronie internetowej tajemniczy news. Trwają prace nad kolejnym innowacyjnym produktem, który, z założenia, ma rzucić gitarowy światek na kolana. Po wprowadzeniu do obiegu serii miniaturowych lampowych wzmacniaczy Terror czy dziwacznego wzmacniacza OMEC fachowcy Orange wpadli na coś nowego.
Co to będzie? Tego dowiemy się dopiero 24 stycznia przyszłego roku na targach NAMM 2013. Poczekamy, zobaczymy.
Orange Jim Root #4 Terror Head - mały ale mocarz
Jakiś czas temu Orange wrzucił do sieci prezentację video heada Jim Root #4 Terror Head z dedykowaną do niego paczką 2x12, o których pisałem w lutym. Co ciekawe na prezentacji sygnowany przez Jima Roota sprzęt ogrywa ktoś inny, ale i tak trzeba przyznać, że headzik brzmi elegancko.
Głowa jest już dostępna w Polsce w cenie około 2400 zł. Dość sporo jak na sprzęt o mocy 15W.
Orange PPC 412 Compact – nowa, zgrabniejsza paczka 4x12
Transport kolumny gitarowej 4x12 nie jest najprzyjemniejszą rzeczą w życiu gitarzysty. No chyba, że regularnie odwiedza się siłownię i jeździ wszędzie mini vanem. Dla gitarzystów, którzy nie spełniają powyższych warunków, a chcieliby podłączyć swojego heada pod kolumnę z czterema głośnikami Orange przygotował coś specjalnego. Orange PPC 412 Compact to nowa wersja klasycznej paczki 4x12, z tym, że mocna ją odchudzono.
Według danych podanych przez producenta, PPC 412 Compact waży niecałe 32kg, czyli aż 18kg mniej niż klasyczna paka Orange. Jest też 8cm niższa, 7cm węższa i 1cm płytsza. Te parę centymetrów ważyło aż 18kg? Nie sądzę. W PPC 412 Compact znajdziemy inne głośniki niż w oryginale. Celestion Vintage 30 zastąpiono autorskimi głośnikami Orange 12” i to pewnie głównie wpływa na wagę kolumny. Pod względem konstrukcyjnym według producenta nie ma istotnych różnic. Łącznie z zamkniętym tyłem, który występuje w obydwóch kolumnach.
Szperając po zagranicznych sklepach okazało się, że Compact 412 będzie sporo tańszy od pierwowzoru. Ciekawe tylko, czy brzmienie będzie porównywalne do klasycznego Orange PPC 412?
Orange Dual Terror a praca w studiu nagrań
Przed kilkoma dniami zakończyłem nagrywanie gitary prowadzącej i solówek na swoją płytę. Z tej okazji miałem dobrych parę dni na sprawdzenie swojego heada Orange Dual Terror w warunkach studyjnych. W studiu miałem do wyboru jeszcze heada Krank Revolution One i Hughes & Kettner TubeMeister18, ale ostatecznie po ograniu wszystkich głów, wybrałem swojego Orange’a – zarówno na podkład, solówki jak i wstawki na czystym kanale.
Zestaw, na którym nagrywałem to gitara Fender Stratocaster na singlach, głowa Orange Dual Terror, paczka Randall R 212 CX na głośnikach Celestion Seventy 80 i kabel gitarowy Mayones Crystal Series. Do wyboru miałem też paczkę na głośnikach Celestion V30, ale Seventy 80 – mimo, że to głośniki niższej klasy – bardziej mi pasowały pod względem dołu.
Orange Dual Terror można ustawić na trzech poziomach mocy – 7W, 15W i 30W. Niższe wartości dedykowane są właśnie do pracy w studiu, ale porównując różne zakresy mocy zdecydowałem się nagrać całość na 30W. Brzmienie było najbardziej, hm, „soczyste”.
Gdybym miał opisać wrażenia, po pracy z Dual Terrorem w studiu, to jedyny problem, jaki miałem to kwestia ustawienia fajnego, czystego brzmienia. Dual Terror ma dwa kanały, ale oba są przesterowane – można wprawdzie uzyskać czyste brzmienie, to tylko kwestia odpowiedniego skręcenia pokrętła „gain”, ale uzyskane brzmienie mimo, że na koncertach daje radę to na nagraniach wypadało nieco płasko. Na szczęście mastering w dzisiejszych czasach czyni cuda ;) Pewne kłopoty przysporzył także brak pełnego equalizera, całe brzmienie uzyskujemy dzięki jednemu potencjometrowi „tone”. Każdy milimetr przesunięcia robi różnicę. Chwilę trzeba było nad tym posiedzieć, ale udało się wszystko poustawiać – zarówno przy solówkach jak i podkładach.
Do nagrywania rocka, bluesa i innych lżejszych gatunków muzycznych Orange Dual Terror nadaje się bardzo dobrze. Gorzej jakby ktoś chciał uzyskać brzmienie zbliżone do Peaveya 5150 czy Mesa Boogie, albo łoić jakiś ekstremalny metal . Orange Dual Terror oferuje bardziej crunchowy zakres brzmienia, chociaż da się go także ustawić na cięższe przestery, ale do ekstremów mamy daleko. Jako, że gram lżejszą muzę, to Orange Dual Terror dla mnie jest w sam raz. Zresztą, poczekajmy na efekt finalny nagrań, wtedy podzielę się z Wami próbkami.
Orange Micro Crush CR-3 – bohater w twoim domu
Granie na wzmacniaczu w domu wymaga odpowiedniego sprzętu. Na lampowym headzie podpiętym do paczki 4x12 raczej nie pograsz. Chyba, że nie masz sąsiadów, albo już ogłuchli. Szukając wzmacniacza, na którym będę mógł spokojnie ćwiczyć natknąłem się na miniaturowe tranzystorowe combo Orange Micro Crush CR-3, dzięki któremu granie w domu zyskało nowy, miniaturowy wymiar.
Pierwsze, co przykuwa uwagę do Orange CR-3 to jego, hm, majestatyczny wygląd. Combo ma zaledwie 14cm wysokości i 8cm głębokości, a w jego wnętrzu drzemie solidny 4” głośnik. Wzmacniacz jest naprawdę niewielki, ale jakość wykonania i materiały użyte przy jego budowie są takie same jak w pełnowymiarowym sprzęcie Orange. Orange CR-3 to drewniana konstrukcja, oryginalna pomarańczowa okleina i pleciona siatka znana z większych paczek Orange. Tył wzmacniacza wykonano z metalu, identycznego jak w sprzęcie z serii Orange Terror. Piecyk wygląda świetnie. Porównując do miniaturowych wzmacniaczy Marshalla, gdzie cały tył wykonany jest z plastiku to Orange w tym segmencie deklasuje konkurencję.
Brzmienie wzmacniacza modyfikujemy za pomocą dwóch potencjometrów – „Tone” i „Volume”. Pomimo tylko jednego pokrętła odpowiedzialnego za barwę to zakres brzmieniowy Orange CR-3 jest wystarczający do domowego użytku – możemy uzyskać zarówno czyste brzmienie, delikatny crunch jak i mocniej przesterowane, lecz wciąż typowo crunchowe, dźwięki. Z głośnością także nia ma problemu bo jak na niewielkie rozmiary wzmacniacz jest naprawdę głośny.
Co ważne Orange CR-3 ma wbudowany tuner, dzięki któremu szybko i dokładnie nastroisz swoją gitarę. Włączenie opcji strojenia nie odcina dźwięku, więc można stroić instrument w czasie gry. Porównywałem dokładność strojenia z przenośnym tunerem BOSS-TU 80 i na obu tunerach strój jest identyczny.
Orange Micro Crush można zasilać na dwa sposoby. Wzmacniacz można zasilać bateryjnie i zabrać gdziekolwiek się chce, albo za pomocą zasilacza 9-12V 250mA. Aby ułatwić transport comba, można wkręcić w obudowę uchwyty na pasek, które są dołączone do piecyka, ale bez uchwytów sprzęt prezentuje się lepiej.
Jedynym mankamentem tego sprzętu jest brzmienie. 4” głośnik nie pozwala uzyskać pełnego brzmienia z wyraźnym dołem. Dźwięk jest nieco płaski i mocno crunchowy, ale do domowych zastosowań jest wystarczający. Zresztą problem głośnika można ominąć w bardzo prosty sposób. Orange Micro Crush ma wejście słuchawkowe, a wtedy brzmienie w głównej mierze zależy od posiadanego przez nas zestawu słuchawkowego.
W kategorii wzmacniacz do domowych zastosowań Orange Micro Crush CR-3 kopie tyłek, a cenowo jest niewiele droższy od propozycji konkurencji.
Zalety:
- wymiary
- mobilność
- jakość wykonania
- wbudowany tuner
- wejście słuchawkowe
- zasilanie bateryjne
Wady:
- brzmienie 4” głośnika
- nieco wyższa cena od produktów konkurencji
Orange Dual Terror a granie koncertów
W końcu. Po miesiącu z okładem miałem okazję, żeby sprawdzić jak Orange Dual Terror sprawuje się na żywo. Warunki typowo undergroundowe – lokal raczej z tych mniejszych niż większych, ludzi sporo, sufit nisko – akustyka nie powala. Swój Dual Terror podpiąłem pod paczkę Randalla 2x12 na głośnikach Celestion Seventy 80, a głośność odkręciłem jak na próbach, na jakieś 45% mocy przy wykorzystaniu pełnego zestawu lamp. No i co tu dużo pisać. Wzmacniacz się przebija, słychać go i na scenie i pod sceną. Przy mocniejszym rozkręceniu sprzętu można swobodnie grać nawet małe koncerty na samych tyłach. Orange Dual Terror na żywo daje sobie radę i, jak mawia pewien litewski kulturysta, nie ma lipy.
Fot: Beata Mazurek
Subskrybuj:
Posty (Atom)


































