Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pedalboard. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pedalboard. Pokaż wszystkie posty

Zasilanie pedalboardu: Profesjonalny polski zasilacz do efektów gitarowych Tomanek proCASE-3

W moim pedalboardzie już od pięciu lat rządzi polski Tomanek. Do tej pory korzystałem z zasilacza Tomanek Case-3, z którym zagrałem kilkadziesiąt koncertów oraz niezliczoną ilość prób i przyznam szczerze, że nigdy nie miałem do niego żadnych zastrzeżeń. Punk rockowe koncerty to nie filharmonia, a Case-3 pomimo obudowy z tworzywa sztucznego ABS wychodził z różnych mało sympatycznych przygód zupełnie bez szwanku. Elektronika cały czas działała bez najmniejszego zarzutu, a obudowa mimo upływu lat wciąż jest w bardzo dobrym stanie. Jednak co jakiś czas warto wpuścić odrobinę świeżości w swoją podłogę więc zdecydowałem się na wymianę zasilacza na najnowszy w ofercie Tomanka model proCASE-3. Tomanek proCASE-3 to wciąż całkiem świeża historia, bo pierwsze sztuki pojawiły się na rynku we wrześniu 2016 roku.

Najchętniej czytane, czyli TOP 10 dogitary.blogspot.com

Witam w 2015 roku! Styczeń oprócz mocnego postanowienia poprawy jest dobrym momentem na podsumowanie mojej blogowej aktywności. Zwłaszcza, że do tej pory tego nie robiłem. Pomysł na bloga dla gitarzystów chodził mi po głowie od dobrych paru lat, ale pierwszy tekst na dogitary.blogspot.com pojawił się dopiero w styczniu 2012 roku. Od tej pory z mniejszymi lub większymi przerwami dzieliłem się z Wami różnymi opiniami i tekstami związanymi z gitarą. Łącznie z tym wpisem zrobiłem to 107 razy. W 2014 roku dość mocno się opierdzielałem, stąd te postanowienie poprawy we wstępie, więc ostatniego roku nie ma co podsumowywać. W zamian przygotowałem zestawienie 10 najchętniej czytanych postów od początku działalności dogitary.blogspot.com. Linki ukryłem w tytułach tekstów. No to jedziemy.


1.    Na jakim sprzęcie grają: Kabanos
Grając na gitarze nie da się uniknąć podpatrywania innych gitarzystów. Zarówno jeśli chodzi o styl gry, jak i o sprzęt, z jakiego korzystają. Stąd pomysł na cykl „Na jakim sprzęcie grają”, w którym kierując się mocno subiektywnym kluczem prezentuję gitarzystów, którzy wydają mi się szczególnie interesujący. Dla Was szczególnie interesujący był odcinek z Kabanosem, który jak dotąd jest najpopularniejszym wpisem na blogu. Pozdrowienia dla kiełbasianej załogi! Tekst znajdziecie tutaj.
 
2.    Sklep muzyczny od drugiej strony lady
Testując sprzęt zawsze stoję po stronie wybrednego, gitarowego konsumenta. Żeby była jakaś równowaga przygotowałem artykuł, w którym dopuściłem do głosu właścicieli sklepów muzycznych i producentów sprzętu. Co ich wkurza na gitarowym rynku? Warto wiedzieć.

3.    No Logo – kostka z własnym nadrukiem
Kto z Was nie chciałby mieć lansiarskiej kostki z własnym nadrukiem? Ja chciałem i mam. A magazyn kostek uzupełniam w No Logo Picks. Z czystym sumieniem polecam.

4.    Chaos – ręcznie składane polskie efekty gitarowe 
Krótki tekst o polskiej manufakturze efektów gitarowych Chaos. Nie miałem okazji korzystać z tego sprzętu, więc niewiele więcej mogą o nim powiedzieć. Oprócz tego, że Chaos znalazł się w pierwszej piątce najchętniej czytanych tekstów.

5.    Zasilanie pedalboardu – Tomanek Case-3
Rzecz o polskim zasilaczu do pedalboardu marki Tomanek model Case-3. Korzystam z tego sprzętu już blisko trzy lata i nadal działa bez zarzutu. A wiadomo, punk rockowe koncerty to często ludzie na pedalboardzie, piwo na pedalboardzie, krew na pedalboardzie i łzy na pedalboardzie. Tomanek Case-3 nie wygląda jak pancernik Potiomkin, ale przeżył wszystkie dotychczasowe crash testy bez szwanku.

6.    Lodówka Marshalla 
Wzmianka o tym, że Marshall wypuści na rynek rock’n’rollową lodówkę. Jak widać jest to dość emocjonujący temat. Ktoś z Was ma już coś takiego w swojej sali prób?

7.    Na jakim sprzęcie grają: The Analogs 
W TOP 10 uplasował się także pierwszy odcinek cyklu „Na jakim sprzęcie grają”. Jego bohaterem był Paweł „Piguła” z The Analogs. Niegdyś basista, a obecnie przekonwertowany na jedyny słuszny instrument rokujący gitarzysta ;)

8.    Mocowanie efektów w pedalboardzie 
Ważny temat. Zwłaszcza, że wśród wyszukiwanych fraz w google prowadzących na mojego bloga znalazłem kiedyś „Efekty mocuję za pomocą rzepy”. Rzepa nic tu nie pomoże. Nawet czarna. Ja osobiście nie korzystam z warzyw mocujących, a jaki jest mój patent? Więcej w tekście.

9.    Dunlop Teckpick – metalowa kostka do gitary 
Jak grać metal to pewnie metalową kostką? Logiczne. Przetestowałem Dunlop Teckpick i nie zostałem fanem tego rozwiązania. Bardziej do gustu przypadły mi kostki V-Picks, ale tekst o nich nie znalazł się w blogowym TOP 10. Ale co tam się będę ograniczał, możecie przeczytać go tutaj.

10.    DL David Laboga Perfection – najbardziej wypasiony polski kabel do gitary 
Dużo na blogu pisałem o polskich kablach do gitary. Po części dlatego, że jednym z moich założeń było pisanie głównie o polskim sprzęcie gitarowym. Wszystkie teksty na ten temat otagowano, jako Made In Poland. Wracając do kabli, testowałem przewody Laboga, Red’s, Mayones i  Soundstage, ale na miano najbardziej wypasionego kabla zasłużył DL David Laboga Perfection. Często z niego korzystam, zwłaszcza w studiu i faktycznie jest nie do zdarcia.

Tym skromnym podsumowaniem zamykam rozdział historyczny. W tym roku będzie trochę inaczej niż do tej pory, ale o tym przekonacie się już w trakcie.

Kowbojski pedalboard od Western Cases

Nadszedł dzień, w którym mój pedalboard wyrwał się spod kontroli i trzeba go było ujarzmić na nowo. Prozaiczny powód – stary, zakupiony po taniości na allegro board o szerokości 70cm okazał się za mały, więc sprawiłem sobie nowy, większy i solidniejszy. Wybór padł na manufakturę poznańskich kowbojów z Western Cases, o której ostatnio pisałem.
Żeby się nie ograniczać, wybrałem board o szerokości 90 cm – co jest maksymalnym rozmiarem, który sensownie mieści się w bagażniku samochodu osobowego :) – głębokości 35 cm (która na luzie pomieści dwa rzędy kostek), oraz wysokości zaledwie 7 cm (dopasowanej do standardowych kostek gitarowych i cry baby Dunlopa). Nie jest to wcale mało, bo nawet jak się zarzuci jakiś kabel na kostki to wszystko i tak elegancko się dopina. Taki rozmiar boarda gwarantuje, że będzie duży, obszerny i całkiem zgrabny.

Podealboard wykonano z mocnej sklejki, klasycznych aluminiowych profili oraz zgrabnych płaskich narożników (można zamówić też kulowe). Zaskoczyły mnie nieco charakterystyczne walizkowe zapięcia, ale choć nie sprawiają wrażenia pancernych wykonane są z mocnego materiału. Przy okazji są wygodniejsze od motylkowych. Wnętrze wykonano dokładnie i starannie. Nic się nie odkleja, a kocowaty materiał przyklejono równo i precyzyjnie.
Ogromny plus dla Western Cases za grubą, wygodną rączkę z gumowatej eko-skóry. Nawet jak napakujesz case ciężkim sprzętem to trzyma się go komfortowo i wygodnie. Poprzednio miałem plastikową, walizkową rączkę, która przy większym ciężarze nieprzyjemnie wrzynała się w dłonie. Tutaj nie ma tego problemu.
Jedyna rzecz, która irytowała mnie na początku to specyficzne zawiasy rozłączne. Żeby połączyć wieko z podłogą pedalboardu, należy umieścić bolce w pasujących otworkach. To dość precyzyjna robota, a przy szerokości bliskiej metra jest to trochę kłopotliwe. Na szczęście z każdym kolejnym razem idzie coraz lepiej :) W poprzednim boardzie miałem szerokie zawiasy, które wystarczyło o zaczepić o siebie, co było bardziej oczywistym rozwiązaniem, ale mocowanie stosowane przez Western Cases wydaje się bardziej solidne. O solidności boardu ma świadczyć także certyfikat uprawniający do 5-letniej gwarancji na użyte przy jego produkcji materiały. Pięć lat to szmat czasu, ale dam znać, jak pedalboard sprawuje się w 2018 roku ;)
 
Jak pisałem, poprzedniego boarda kupiłem za dwie stówy na allegro. Wydawał się ok, ale musiałem go nieco ulepszyć na własną rękę, żeby spełnił moje oczekiwania. Porównując moje stare pudło do pedalboarda Western Cases dopiero widać, jaką różnicę robią detale, staranność wykonania i odpowiedni dobór okuć i materiałów. Reasumując, pedalboard od Western Cases jest spoko, nawet jeśli nie jesteś z Mrągowa.
Trochę miejsca jeszcze zostało :)

Polskie pedalborady (i nie tylko) od Western Cases

Życie rockowego gitarzysty ma wiele punktów zwrotnych. Jednym z nich jest moment, kiedy poszukując sekretu swojego własnego brzmienia zaczyna niezdrowo interesować się efektami gitarowymi. Z efektami tak to już jest, że jak się kupi jeden, to na jednym się nie kończy. Wiem, co mówię. Doszedłem właśnie do momentu, w którym mój stary pedalboardu o wymiarach 70x40 stał się za ciasny, aby pomieścić mój podręczny arsenał. Trzeba było poszukać nowego domku, a że z poprzedniego, zakupionego za dwie stówy na allegro nie byłem zbyt zadowolony postanowiłem dogłębnie zbadać temat producentów pedalboardów. Jak wiecie, wspieram polską myśl techniczną, więc nie oglądałem się na dalekowschodnie produkcje tylko przetrzepałem polski rynek w poszukiwaniu pedalboardu, który spełni moje oczekiwania.

Ile jest polskich producentów pedalboardów i skrzyń transportowych flight-case? Cała masa. Wręcz zaskakująco dużo. Tych najpopularniejszych jest zaledwie paru, ale miałem już okazję nieraz kontaktować się z tzw. liderami rynku i trochę szkoda mi było czasu na oczekiwanie, aż zostanę łaskawie obsłużony. Poszukałem głębiej i znalazłem w Poznaniu działającą od dwóch lat manufakturę Western Cases, której pedalboardy zaintrygowały mnie na tyle, że obecnie z jednego korzystam.
Sylwia i Karol z Western Cases okazali się bardzo sympatycznym, pro-klienckim duetem, dlatego też podpytałem ich o parę spraw związanych z ich działalnością. Jak zwykle w przypadku podobnych historii, pomysł na produkcję skrzyń wziął się z czysto praktycznych pobudek – potrzebowali case na head Marshall JCM 900 więc zrobili go sami, a że wyszło przyzwoicie postanowili pójść za ciosem. Wiadomo, życie muzyka i praca na etacie to słabe połączenie, a coś w życiu trzeba robić. Jak mówią - Już w czasie pracy nad pierwszą skrzynią okazało się, że bez profesjonalnego parku maszyn nie ma szans na sprawną produkcję i dokładność wykonania, na której najbardziej nam zależało. Jako priorytet potraktowaliśmy, więc wyposażenie naszej manufaktury w maszyny i narzędzia, dzięki którym możemy oferować wysoką jakość naszych produktów. Dodatkowo nasze doświadczenie w korzystaniu z case'ów w praktyce, pozwoliło nam przekonać się o tym jak powinien być wykonany dobry i funkcjonalny case do sprzętu muzycznego. Robimy skrzynie takie, jakich sami chcielibyśmy używać, to jest główna zasada, jaką się kierujemy.

To, co wyróżnia Western Cases to osobliwe logo z kowbojskim dyliżansem. – Lubimy amerykańskie klimaty. Początkowo w logo firmy miała się znaleźć czaszka bizona. Typowa, teksańska czaszka, wysuszona i spalona słońcem prerii. Pomysł z dyliżansem był typowym olśnieniem. Skoro case'y służą głównie do transportu, no to przecież pierwszym skojarzeniem powinien być dyliżans.

Jednak charakterystycznym logotypem rynku się nie zdobędzie. Trzeba mieć też coś ekstra do zaoferowania. – Myślę, że naszą główną zaletą jest to, że oferujemy usługę wysokiej jakości i w atrakcyjnej cenie. Warto tu uściślić, że mówiąc „atrakcyjna cena” nie mamy na myśli „najtaniej”. Nie da się tego połączyć. Nie robimy case'ów budżetowych, oszczędnościowych, ponieważ takich firm jest sporo. Nasza jest inna. Najlepszym dowodem na to, że jesteśmy pewni swojej produkcji, jest to, że jako jedyni oferujemy 5-letnią gwarancję na wady konstrukcyjne i materiałowe naszych skrzyń. Inną naszą zaletą jest to, że podejmujemy się też zleceń nietypowych. Niektóre z nich można obejrzeć w naszej galerii na facebookowym fanpage'u, na przykład futerały na gitary typu cigar box od MIKU. Co ciekawe, Western Cases ma w swoim portfolio także gadżeciarski case na ramkę fajek i zapalniczkę, więc jak chcecie mieć coś dziwnego, to nie powinno być z tym problemu.
 

Cenowo, w kategorii polskie pedalboardy Western Cases oferuje przyzwoite ceny. Średnio, za pedalboard 70x40 trzeba zapłacić około 370zł, a za 90x40 około 400zł.

Western Cases to nadal świeża marka na polskim rynku producentów skrzyń transportowych, ale warto się im przyglądać. Jak pisałem, sam od miesiąca mam pedalboard ich produkcji, tłukę go już po próbach i koncertach, więc niebawem podzielę się konkretną opinią na jego temat.
 
Tak to wygląda od środka.
 

Zasilanie pedalboardu: Tomanek Case-3

Korzystanie z efektów gitarowych to czasem dość kłopotliwa sprawa. Głównie za sprawą kablowego spaghetti i problemów z zasilaniem zestawu. Przez ostatnie lata w swoim pedalboardzie miałem zamontowany przedłużacz, do którego podłączałem dwa rozdzielne zasilacze wtyczkowe. Ze względów ekonomicznych to najlepsze rozwiązanie, ale pod względem wygody jest wprost beznadziejne. Dlatego też wymieniłem cały ten osprzęt na dedykowany do pedalboardów zasilacz Tomanek Case-3 – jeden z pięciu zasilaczy z serii Case tego producenta.


Tomanek Case-3 posiada dwie separowane sekcje. Każda z sekcji może zasilać pięć efektów. Dzięki takiemu rozwiązaniu możemy z jednego zasilacza zasilać efekty podłączone do pętli efektów, jak i te, które w pętli nie są. Łączna obciążalność każdej z sekcji to 900mA. Zasilacz przystosowany jest do efektów zasilanych napięciem 9V.

Pod względem wykonania, nie mam żadnych zastrzeżeń. Wprawdzie zasilacz wykonano z tworzywa ABS, ale po zamontowaniu go na stałe w pedalboardzie nie ma szans, aby go uszkodzić. Dołączane do zasilacza kable zasilające także nie budzą zastrzeżeń, co do ich jakości. Co do wielkości zasilacza, to razem z kablami zasilającymi w pedalboardzie zajmuje tyle samo miejsca, co dwa standardowej wielkości efekty. Waga Case-3 to niecały kilogram. Zasilacz nie ma włącznika. Aby uruchomić urządzenie wystarczy je podłączyć kablem do prądu. Działanie zasilacza sygnalizuje niewielka zielona dioda przy okablowaniu. Jedyny zbędny, jak dla mnie, element Case-3 to niewielkie nóżki, u spodu urządzenia. Na szczęście da się je łatwo odkręcić i wymienić je wkręcanymi rzepami, które unieruchomią urządzenie w pedalboardzie.

Swoim Case-3 zasilam 9 efektów gitarowych. Kiedy korzystałem z dwóch zasilaczy, do toru sygnałowego wkradały się pewne zakłócenia – piski i traszki – które eliminowałem bramką szumów. Po zamontowaniu Case-3 problem z niechcianymi dźwiękami ewidentnie się zmniejszył, a po włączeniu bramki wyeliminowałem wszystkie zakłócenia.

Co ważne, zasilacze Tomanek składane są ręcznie w Polsce. Dzięki temu zamawiając takie urządzenie można zlecić wykonanie wszystkich kabli zgodnie ze swoimi wymaganiami. Standardowo kable zasilające mają proste wtyki jak do efektów Bossa czy EHX i długość 50cm. Na życzenie można dostać dowolną długość kabli i rodzaj wtyków.


Cena zasilacza Case-3 to 249zł. Najtańszy zasilacz z serii Case, Case-1, do zasilania 8 efektów w jednej sekcji, kosztuje 199zł. Z czystym sumieniem mogę polecić takie urządzonko każdemu gitarzyście, bo w takiej cenie nie znajdzie się zasilacza o takich parametrach i dobrej jakości wykonania.

>> UPDATE 30.04.2017 <<

We wrześniu 2016 roku do oferty Tomanka wszedł nowy model proCASE-3, o którym więcej przeczytacie tutaj: https://dogitary.blogspot.com/2017/04/zasilanie-pedalboardu-profesjonalny.html


Torba na efekty gitarowe Dimavery EPD-10

Wraz ze wzrostem ilości sprzętu rośnie ilość kabli, przedłużaczy i przewodów, które trzeba ze sobą targać, aby móc się podłączyć i zacząć grać. Z rozrzewnieniem wspominam czasy, gdy do zagrania próby czy koncertu potrzebowałem jednego kabla…

Żeby to wszystko ze sobą nosić potrzebne jest coś do przechowywania tych wszystkich niezbędnych gratów. Z tego właśnie powodu stałem się posiadaczem torby Dimavery EPD-10, która z założenia służy jako miękki pokrowiec do efektów gitarowych. Do przechowywania efektów używam twardego pedalboarda, ale co by było, gdybym był zmuszony do używania do tego celu Dimavery EPD-10? Nie byłbym zbyt zachwycony.


Jak zwykle w przypadku Dimavery mamy tu do czynienia z wykończeniem torby rodem z dalekiego wschodu. Zresztą torba, jako torba, na pewno posłuży przez kilka dobrych lat. Jest dość spora, więc kable i przedłużacze pomieszczą się bez problemu. Gorzej z twardym wkładem, który znajdziemy wewnątrz EPD-10. Kilka milimetrów lichej sklejki, niedbale oklejonej czarnym, filco-podobnym materiałem i poskładanej do kupy niewielkimi nitami budzi trwogę. Nie jestem szczególnie uzdolniony, ale jeżeli chciałbym zrobić coś takiego własnoręcznie to wyglądałoby to o niebo lepiej. W torbie Dimavery EPD-10 zmieścimy trzy, w porywach cztery, efekty gitarowe, jednak sądząc po jakości wykonania, jest to sprzęt wyłącznie do domowych zastosowań.


Miałem w rękach już kilka produktów Dimavery i jedyny, który mógłbym polecić z czystym sumieniem to malutki pedalboard na 2-3 efekty gitarowe Dimavery Effector-Case, który wykonano starannie i solidnie. Ale z efektami gitarowymi tak już jest, że jak kupisz jeden, to na jednym się nie zatrzymasz.

Mocowanie efektów w pedalboardzie

Każdy, kto składał swój pedalboard natrafił na podstawowy problem. Jak zamontować w nim swoje efekty gitarowe? Sposobów jest kilka.

Najprostszy, a zarazem najmniej skuteczny to mocowanie efektów za pomocą przyklejanego do spodu kostki rzepa, który wczepia się w materiał wyściełający board. Taka operacja zajmuje kilkanaście sekund, ale od spodu efektu zostają ślady po kleju i jeszcze nie spotkałem na tyle mocnej taśmy dwustronnej, która byłaby w stanie utrzymać wszystkie efekty na swoim miejscu. To był pierwszy sposób, jaki wypróbowałem i po postawieniu pedalboarda w pionie i przejechaniu z nim kilkudziesięciu kilometrów wewnątrz zapanował niepokojący chaos. Jeżeli efekty nie będą porządnie dociśnięte od góry to są małe szanse, aby nie odpadły.

Drugi, ekstremalnie pewny, ale najbardziej czasochłonny sposób to przykręcenie efektów do pedalboardu. Wymaga to nawierceniu odpowiednich dziur w spodzie case'a i wymiany śrubek w efektach na dłuższe, które od spodu przechodząc przez deskę przytwierdzą na stałe kostki do boardu. Problem pojawia się wtedy, kiedy często ingerujemy w skład swojego zestawu. Po kilku zmianach pedalboard może zacząć przypominać ser szwajcarski, a wiertarka stanie się jednym z naszych najczęściej używanych akcesoriów. Grając w różnych miejscach natknąłem się na wiele rozwiązań związanych z przykręcaniem efektów. Najbardziej spektakularny widok jest wtedy, gdy ktoś przykręci swoje efekty do kawałka nieheblowanej dechy, co zdarza się nie tylko zespołom z Polski.

Trzeci sposób, z którego obecnie korzystam łączy obie powyższe metody. W swoim pedalboardzie mocuję efekty rzepem, ale nie kleję go do efektów tylko wkręcam śrubami od spodu efektu. Rzep trzyma idealnie. Nie brudzimy efektów klejem no i nie trzeba dziurawić boardu. Wymiana efektów także nie stanowi większego problemu. Jedyny kłopot to dokładne wymierzenie otworów w rzepie i wykonanie w nim dziurek na śruby jakimś ostrym przedmiotem. Jest to jednak o wiele mniej męcząca sprawa od zabawy z wiertarką i linijką.


Jeżeli znacie jakieś ciekawsze sposoby na mocowanie efektów w pedalboardzie to dajcie znać.