Sporo pisałem już na blogu o nietypowych kostkach gitarowych, ale temat jest praktycznie nie do wyczerpania, zwłaszcza, że jeszcze mam coś w zanadrzu :) Najwięcej w tej kwestii klasycznie dzieje się za granicami Polski, ale również u siebie mamy ludzi walczących z plektronową materią. Jednym z nich jest Szymon z Drewnianych Kostek Gitarowych, który od listopada 2013 roku tworzy – czy raczej rzeźbi – drewniane kostki gitarowe. Wystarczy rzucić okiem na jego fanpage na facebooku, żeby zobaczyć, że to znający się na rzeczy fachowiec i osoba zakręcona na punkcie drewna i jego właściwości.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą david laboga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą david laboga. Pokaż wszystkie posty
Lampowe wzmacniacze DL Amps od Davida Labogi
O Davidzie Laboga i produkowanym przez niego sprzęcie parę razy już pisałem. Głównie w kontekście kabli gitarowych. Jednak nie samymi kablami David żyje. Z powodzeniem produkuje już kolumny gitarowe, a na najbliższe miesiące szykuje coś nowego – DL Amps, czyli premierową serię wzmacniaczy lampowych montowanych niezautomatyzowaną metodą point-to-point.
W serii mają pojawić się dwie wersje wzmacniaczy. Pierwsza będzie dedykowana do grania w klimatach blues / vintage-rock, a druga to już konkretne metalowe uderzenie. Sprzęt będzie dostępny w dwóch wariantach o mocy 10W lub 50W. Tak naprawdę na razie niewiele wiadomo, więc podpytałem Davida o więcej szczegółów dotyczących nowego projektu.
DL Amps to będzie polski High End wśród wzmacniaczy lampowych – zapowiada David Laboga. – Zrobimy dwie wersje wzmacniaczy: standardową w tolex oraz specjalne wersje custom shop, ale to zostawiam jako niespodziankę. Co do konstrukcji to idę na prostotę. Osobiście nie lubię jak wzmacniacz ma milion gałek, więc zamierzamy stworzyć przyjazne w obsłudze wzmacniacze. Z DL Amps nie odkrywamy Ameryki, ale nasza jakość wykonania, brzmienie i styl będą się różniły od sprzętu konkurencji. Bluesowa wersja DL Amps pojawi się już w lutym 2015 roku, a w marcu ukażą się pierwsze sztuki wzmacniaczy dedykowanych do metalu
Sądząc z podekscytowania Davida to zapowiada się ciekawie. Będę śledził postępy w tej sprawie. David Laboga robi porządne kable, ale czy zrobi równie udane wzmacniacze? Trzymam kciuki, bo wiadomo, im więcej dobrego dzieje się na lokalnym rynku, tym lepiej dla polskich gitarzystów.
DL Amps to będzie polski High End wśród wzmacniaczy lampowych – zapowiada David Laboga. – Zrobimy dwie wersje wzmacniaczy: standardową w tolex oraz specjalne wersje custom shop, ale to zostawiam jako niespodziankę. Co do konstrukcji to idę na prostotę. Osobiście nie lubię jak wzmacniacz ma milion gałek, więc zamierzamy stworzyć przyjazne w obsłudze wzmacniacze. Z DL Amps nie odkrywamy Ameryki, ale nasza jakość wykonania, brzmienie i styl będą się różniły od sprzętu konkurencji. Bluesowa wersja DL Amps pojawi się już w lutym 2015 roku, a w marcu ukażą się pierwsze sztuki wzmacniaczy dedykowanych do metalu
Sądząc z podekscytowania Davida to zapowiada się ciekawie. Będę śledził postępy w tej sprawie. David Laboga robi porządne kable, ale czy zrobi równie udane wzmacniacze? Trzymam kciuki, bo wiadomo, im więcej dobrego dzieje się na lokalnym rynku, tym lepiej dla polskich gitarzystów.
Najchętniej czytane, czyli TOP 10 dogitary.blogspot.com
Witam w 2015 roku! Styczeń oprócz mocnego postanowienia poprawy jest dobrym momentem na podsumowanie mojej blogowej aktywności. Zwłaszcza, że do tej pory tego nie robiłem. Pomysł na bloga dla gitarzystów chodził mi po głowie od dobrych paru lat, ale pierwszy tekst na dogitary.blogspot.com pojawił się dopiero w styczniu 2012 roku. Od tej pory z mniejszymi lub większymi przerwami dzieliłem się z Wami różnymi opiniami i tekstami związanymi z gitarą. Łącznie z tym wpisem zrobiłem to 107 razy. W 2014 roku dość mocno się opierdzielałem, stąd te postanowienie poprawy we wstępie, więc ostatniego roku nie ma co podsumowywać. W zamian przygotowałem zestawienie 10 najchętniej czytanych postów od początku działalności dogitary.blogspot.com. Linki ukryłem w tytułach tekstów. No to jedziemy.
1. Na jakim sprzęcie grają: Kabanos
Grając na gitarze nie da się uniknąć podpatrywania innych gitarzystów. Zarówno jeśli chodzi o styl gry, jak i o sprzęt, z jakiego korzystają. Stąd pomysł na cykl „Na jakim sprzęcie grają”, w którym kierując się mocno subiektywnym kluczem prezentuję gitarzystów, którzy wydają mi się szczególnie interesujący. Dla Was szczególnie interesujący był odcinek z Kabanosem, który jak dotąd jest najpopularniejszym wpisem na blogu. Pozdrowienia dla kiełbasianej załogi! Tekst znajdziecie tutaj.
2. Sklep muzyczny od drugiej strony lady
Testując sprzęt zawsze stoję po stronie wybrednego, gitarowego konsumenta. Żeby była jakaś równowaga przygotowałem artykuł, w którym dopuściłem do głosu właścicieli sklepów muzycznych i producentów sprzętu. Co ich wkurza na gitarowym rynku? Warto wiedzieć.
3. No Logo – kostka z własnym nadrukiem
Kto z Was nie chciałby mieć lansiarskiej kostki z własnym nadrukiem? Ja chciałem i mam. A magazyn kostek uzupełniam w No Logo Picks. Z czystym sumieniem polecam.
4. Chaos – ręcznie składane polskie efekty gitarowe
Testując sprzęt zawsze stoję po stronie wybrednego, gitarowego konsumenta. Żeby była jakaś równowaga przygotowałem artykuł, w którym dopuściłem do głosu właścicieli sklepów muzycznych i producentów sprzętu. Co ich wkurza na gitarowym rynku? Warto wiedzieć.
3. No Logo – kostka z własnym nadrukiem
Kto z Was nie chciałby mieć lansiarskiej kostki z własnym nadrukiem? Ja chciałem i mam. A magazyn kostek uzupełniam w No Logo Picks. Z czystym sumieniem polecam.
4. Chaos – ręcznie składane polskie efekty gitarowe
Krótki tekst o polskiej manufakturze efektów gitarowych Chaos. Nie miałem okazji korzystać z tego sprzętu, więc niewiele więcej mogą o nim powiedzieć. Oprócz tego, że Chaos znalazł się w pierwszej piątce najchętniej czytanych tekstów.
5. Zasilanie pedalboardu – Tomanek Case-3
Rzecz o polskim zasilaczu do pedalboardu marki Tomanek model Case-3. Korzystam z tego sprzętu już blisko trzy lata i nadal działa bez zarzutu. A wiadomo, punk rockowe koncerty to często ludzie na pedalboardzie, piwo na pedalboardzie, krew na pedalboardzie i łzy na pedalboardzie. Tomanek Case-3 nie wygląda jak pancernik Potiomkin, ale przeżył wszystkie dotychczasowe crash testy bez szwanku.
6. Lodówka Marshalla
Rzecz o polskim zasilaczu do pedalboardu marki Tomanek model Case-3. Korzystam z tego sprzętu już blisko trzy lata i nadal działa bez zarzutu. A wiadomo, punk rockowe koncerty to często ludzie na pedalboardzie, piwo na pedalboardzie, krew na pedalboardzie i łzy na pedalboardzie. Tomanek Case-3 nie wygląda jak pancernik Potiomkin, ale przeżył wszystkie dotychczasowe crash testy bez szwanku.
6. Lodówka Marshalla
Wzmianka o tym, że Marshall wypuści na rynek rock’n’rollową lodówkę. Jak widać jest to dość emocjonujący temat. Ktoś z Was ma już coś takiego w swojej sali prób?
7. Na jakim sprzęcie grają: The Analogs
7. Na jakim sprzęcie grają: The Analogs
W TOP 10 uplasował się także pierwszy odcinek cyklu „Na jakim sprzęcie grają”. Jego bohaterem był Paweł „Piguła” z The Analogs. Niegdyś basista, a obecnie przekonwertowany na jedyny słuszny instrument rokujący gitarzysta ;)
8. Mocowanie efektów w pedalboardzie
8. Mocowanie efektów w pedalboardzie
Ważny temat. Zwłaszcza, że wśród wyszukiwanych fraz w google prowadzących na mojego bloga znalazłem kiedyś „Efekty mocuję za pomocą rzepy”. Rzepa nic tu nie pomoże. Nawet czarna. Ja osobiście nie korzystam z warzyw mocujących, a jaki jest mój patent? Więcej w tekście.
9. Dunlop Teckpick – metalowa kostka do gitary
9. Dunlop Teckpick – metalowa kostka do gitary
Jak grać metal to pewnie metalową kostką? Logiczne. Przetestowałem Dunlop Teckpick i nie zostałem fanem tego rozwiązania. Bardziej do gustu przypadły mi kostki V-Picks, ale tekst o nich nie znalazł się w blogowym TOP 10. Ale co tam się będę ograniczał, możecie przeczytać go tutaj.
10. DL David Laboga Perfection – najbardziej wypasiony polski kabel do gitary
10. DL David Laboga Perfection – najbardziej wypasiony polski kabel do gitary
Dużo na blogu pisałem o polskich kablach do gitary. Po części dlatego, że jednym z moich założeń było pisanie głównie o polskim sprzęcie gitarowym. Wszystkie teksty na ten temat otagowano, jako Made In Poland. Wracając do kabli, testowałem przewody Laboga, Red’s, Mayones i Soundstage, ale na miano najbardziej wypasionego kabla zasłużył DL David Laboga Perfection. Często z niego korzystam, zwłaszcza w studiu i faktycznie jest nie do zdarcia.
Tym skromnym podsumowaniem zamykam rozdział historyczny. W tym roku będzie trochę inaczej niż do tej pory, ale o tym przekonacie się już w trakcie.
Soundstage Sommer SCN Vintage – kabel nie do zdarcia
Pół roku temu razem z chłopakami z The Sabała Bacała
wymieniliśmy swoje kable gitarowe na ręcznie konfekcjonowane w Polsce produkty
Soundstage. Sporo przez ten czas się wydarzyło. Próby, koncerty,
transportowanie sprzętu, zwijanie, rozwijanie, zginanie, deptanie oraz
standardowe zalewanie browarem, potem, krwią i łzami. W tym ostatnim od lat
przoduje sanocki klub Rudera, który pozdrawiam serdecznie, pomimo tego, że
zawsze ktoś ląduje tam twarzą w moim pedalboardzie. Punk rock to nie
filharmonia, więc sprzęt, którego używa się do koncertowania powinien być
odpowiednio wytrzymały i odporny na wyzwania rock’n’rolla.
Na scenie korzystam z trzech kabli Soundstage. O kolumnowym już pisałem, pedalboard do wzmacniacza wpinam modelem zbudowanym na bazie
przewodu SC Spirit XXL i wtyków Neutrik, natomiast do gitary od pół roku wpinam
model SCN Vintage. Pierwsze, co go wyróżnia to klasyczny oldschoolowy design.
Żółta owijka z tkaniny oprócz walorów estetycznych dodatkowo chroni przewód
przed uszkodzeniami.
Standardowo w przypadku Soundstage wykonanie jest schludne i
fachowe. Ponadto, kable lutowane są cyną z domieszką srebra, co ma dodatkowo
poprawić walory brzmieniowe i przewodzenie kabla. Model Vintage oparty jest na
przewodzie Sommer Cable SC Classique oraz wtykach Neutrik ze złoconymi stykami.
Z jack’ów Neutrika korzystam już od ponad roku i z czystym sumieniem mogę je
polecić każdemu, kto szuka solidnej konstrukcji na lata.
Kabel to także brzmienie. Są ludzie, którzy mówią „kabel nie
wpływa na brzmienie, to bzdura wymyślona przez fanatycznych audiofilów, którzy
potrafią usłyszeć to, co niesłyszalne”. Jako posiadacz kilkunastu kabli po raz
kolejny dementuję te pogłoski. Każdy kabel ma odmienną charakterystykę, co
wkrótce Wam udowodnię. W przypadku Soundstage Vintage, wedle słów producenta,
brzmienie uzyskane za jego pośrednictwem nawiązuje do lat 60-tych. Jak to
przetłumaczyć na ludzką mowę? Otóż grając na mocnym przesterze porównałem
Soundstage Vintage do Soundstage Spirit XXL i DL David Laboga Perfection. Słychać,
że Vintage przenosi odrobinę mniej basu, przez co jego brzmienie faktycznie
nabiera bardziej retro charakteru. Mówiąc wprost, jeśli grasz metal to
kabel typu Vintage nie do końca będzie Cię zadowalał. O ile nie grałeś
wcześniej na kablu za pięć złotych o grubości nogi pająka.
Długo szukałem kabli, które będą odpowiednio wytrzymałe i
wygodne na scenie i w transporcie. Kable Soundstage nie odkształcają się z
upływem czasu i nawet po roku intensywnego używania zwijają się w identyczny
sposób, jak wtedy, gdy były nowe. Tego samego nie da się powiedzieć o paru innych
kablach, z których wcześniej korzystałem… Co do modelu Vintage, do studia
wybrałbym inny przewód, ale na koncertach sprawdza się wyśmienicie. No i jak
ktoś lubi takie klimaty to prezentuje się naprawdę ładnie.
Wyżej zdjęcie nowych kabli. Poniżej zdjęcia po roku eksploatacji kabla Spirit XXL oraz pół roku kabla Vintage.
Sklep muzyczny od drugiej strony lady
Do tej pory przedstawiałem Wam temat gitarowego sprzętu od strony „konsumenta”, ale dziś postanowiłem oddać głos osobom z drugiej strony barykady – sprzedawcom i właścicielom sklepów muzycznych. Wbrew pozorom, ludzie po drugiej stronie lady nie są odrębnym gatunkiem, który tylko czeka, aby oskubać biednych gitarzystów, a w zdecydowanej większości przypadków to także muzycy i osoby, z którymi można się sensownie porozumieć.
Nie jestem zgredem, ale pamiętam czasy, kiedy zakupy sprzętu muzycznego odbywały się wyłącznie w tradycyjnych, stacjonarnych sklepach muzycznych. Wszystkie swoje gitary zakupiłem w normalnych sklepach, które lepiej lub gorzej wspominam. Sytuacja zmieniła się, gdy do gry na masową skalę wkroczył internet i rynek z lokalnego stał się ogólnopolski, a później globalny. Już nie idziesz do dwóch sklepów w mieście, żeby porównać ceny, tylko szukasz na siedemdziesięciu stronach, gdzie różnica cen często zamyka się w kilku, decydujących o zakupie, złotych. Internet sprawił, że łatwiej dotrzeć do poszukiwanego towaru – zarówno drobnicy, jak i konkretnego gitarowego sprzętu. Sam pamiętam, gdy chodziłem po sklepach w poszukiwaniu kostek czy strun i nigdzie nie mogłem dostać tego, czego chciałem… Dziś klikasz i po temacie. Ale nie oznacza to wcale, że sklepy muzyczne zniknęły, chociaż niekiedy widać, że wybór towaru robi się coraz mniejszy.
Sam ostatnio rozglądam się za nową gitarą, a poszukiwania nowego wiosła zawiodły mnie z Rzeszowa do Krakowa, gdzie w Składzie Muzycznym ograłem parę modeli Gretscha. Przy okazji pogawędki z Rafałem Majewskim ze Składu, wyszło parę ciekawostek, o które postanowiłem podpytać także właścicieli innych, rozsianych po Polsce stacjonarnych i internetowych sklepów muzycznych.
Często spotykana sytuacja, na którą najbardziej narzekają właściciele sklepów stacjonarnych, polega na tym, że do sklepu przychodzą ludzie, żeby sprawdzić dany sprzęt, a później szukają najtańszej opcji zakupu przez internet. Fakt zdarzają się tacy klienci – mówi Paweł Szulc, właściciel sklepu Music Store z Poznania – Zawsze można w sieci kupić coś taniej, ale czy lepiej? Gitara gitarze nigdy nie jest równa. Kto się odważy wydać dziś 10 tysięcy złotych bez wsparcia ze strony sklepu i serwisu? Kiedyś takich przypadków było więcej, teraz klient chce mieć wszystko w jednym punkcie, gdzie może przyjść, zapytać itd. Dla przykładu, około tydzień temu przyszedł do nas klient, który, na szczęście nie u nas, testował sprzęt Yamaha, ale wypatrzył i kupił taki sam w USA za połowę ceny. Ów klient otrzymał chińską podróbę instrumentu, który sprawdzał i przyszedł do nas, do autoryzowanego serwisu Yamaha, żeby mu opisać instrument do reklamacji, bo to nie jest to, co zamawiał. Pytanie – ile takiego klienta skasować 500 czy 1000 złotych?
Są ludzie, którzy przyjdą, wymacają, zabiorą czas sprzedawcy, po czym bez słowa klepią aukcje w internecie – tłumaczy Grzegorz Łysek właściciel sklepu Gama z Rzeszowa. – Niestety miałem kilka przykrych sytuacji, kiedy klient wybadał produkty u mnie w sklepie, a później okazało się, że połakomił się różnicą 30zł na ogólnej kwocie rzędu 1000zł i kupił przez internet. Niektórym klientom brakuje swoistej dojrzałości do negocjowania lepszej ceny. Ja sam osobiście kupując elektronikę upewniam się, jaka jest przeciętna, korzystna cena w necie, a później idę do sklepu w Rzeszowie i negocjuję.
Wydaje się, że wszystko rozbija się o kwestie typowo matematyczne – czyli cyferki. Ale czy tylko niska cena ma wpływ na to, gdzie zakupimy dany sprzęt? Analizując popularność aukcji w internecie, które oferują najtańszy towar z danego asortymentu wydaje się, że tak, ale czy na pewno?
Cena to sprawa, co najmniej drugorzędna – twierdzi Przemysław Zalewski, właściciel sklepu internetowego Tanie Struny. – Obsługa klienta na odpowiednio wysokim poziomie, dobrze zorganizowana logistyka, szybka realizacja zamówień, fachowa pomoc oraz umiejętność radzenia sobie z sytuacjami wyjątkowymi (reklamacje, zaginięcia towaru itd.) to moim zdaniem ma prawdziwe znaczenie.
Cena często nie ma znaczenia, jeśli jest normalna – dodaje Rafał Majewski, właściciel sklepu Skład Muzyczny z Krakowa – Trzeba mieć towar i trzeba umieć budować własną pozycję oraz autorytet. Gdyby ludzie kupowali więcej u siebie w mieście to mieliby większy wybór i lepsze ceny. Sklepy stacjonarne, które zaniżają ceny i pchają sprzedaż na portale aukcyjne często pozbywają się własnej indywidualności. Klient pamięta, że coś kupił na allegro, a nie od kogoś konkretnego.
Zaniżanie ceny to dość poważny problem – mówi Dawid Laboga, producent marki DL David Laboga. – Ja z tym walczę, ale niestety nie każdy producent/dystrybutor chce z tym walczyć. Według mnie sklepy internetowe powinny mieć niższe rabaty od sklepów stacjonarnych, albo mieć bardzo silną politykę cenową. Zresztą, sklepy, które zaniżają ceny są mało kreatywne. Nie zdają sobie sprawy z tego, że taka wojna cenowa nie ma końca, bo każdy będzie zaniżać ceny o te kilka złotych w dół, aż dojdzie do tego, że interes zrobi się mało opłacalny. Przez takie działania padło już wiele sklepów stacjonarnych. Myślę, że można zaoferować wiele klientowi nie dotykając ceny. Np. szybką dostawę czy darmową wysyłkę.
To smutna prawda – potwierdza Grzegorz Łysek z Gamy. – Handlowcy biją ceny na głowę zamiast po prostu utrzymywać marżę na rozsądnym poziomie, co pozwoli im na rozwój ich firm. Stara zasada "u mnie kupisz najtaniej" czasem prowadzi do upadku sklepu.
Zatem czy stacjonarne sklepu przejdą do historii, wyparte przez cięcie cen ze strony sklepów internetowych?
Absolutnie NIE – podkreśla Grzegorz z Gamy. – Jestem zwolennikiem teorii "przyjdź, zagraj, wypróbuj, kup świadomie". Dzięki temu nie będziemy się później szamotać przy zwrocie produktu, jak to ostatnio słyszałem u kolegi w sklepie, "bo w YouTube to grało lepiej". Myślę, że podobnie jak w reklamie papieru, nie będzie takiego zupełnego przejścia. Sądzę, że realnie czeka nas "stacjonarnych" mocne przeszeregowanie, a Ci, którzy nie dopasują się do obecnych i przyszłych warunków po prostu zlikwidują swoje sklepy.
Zatem czy stacjonarne sklepu przejdą do historii, wyparte przez cięcie cen ze strony sklepów internetowych?
Absolutnie NIE – podkreśla Grzegorz z Gamy. – Jestem zwolennikiem teorii "przyjdź, zagraj, wypróbuj, kup świadomie". Dzięki temu nie będziemy się później szamotać przy zwrocie produktu, jak to ostatnio słyszałem u kolegi w sklepie, "bo w YouTube to grało lepiej". Myślę, że podobnie jak w reklamie papieru, nie będzie takiego zupełnego przejścia. Sądzę, że realnie czeka nas "stacjonarnych" mocne przeszeregowanie, a Ci, którzy nie dopasują się do obecnych i przyszłych warunków po prostu zlikwidują swoje sklepy.
Branża muzyczna jest pod tym względem "bezpieczna" na tle sklepów, np. z elektroniką użytkową czy też książkami – twierdzi Przemysław Zalewski z Tanich Strun. – Ze względu na specyfikę towaru kontakt za specjalistą oraz możliwość "dotknięcia" produktu sprawi, że stacjonarne sklepy muzyczne są i będą cały czas potrzebne. To, co czeka sklepy stacjonarne to naturalna selekcja, która wyeliminuje podmioty słabe.
Myślę, że za kilka lat będziemy mieli więcej specjalistycznych sklepów z drogim sprzętem i będą to dzisiejsze „dobre” sklepy – mówi Dawid Laboga. – Sklepy z tanimi, “chińskimi“ towarami będą działały w internecie, bo kupując takie rzeczy nie ma potrzeby ich testowania. Za to gitarę za kilka tysięcy lepiej kupić w sklepie stacjonarnym. Dlatego myślę, że warto już dzisiaj budować markę sklepu na dobrych i drogich produktach.
Krok dalej w swoich poglądach idzie Paweł Szulc z Music Store – Sklepy stacjonarne z wykfalifikowaną kadrą biją na głowę te internetowe. Dlatego uważam, że sklepy internetowe polegną, ale wraz z nimi małe sklepy stacjonarne. Nie znam żadnego sklepu internetowego w Europie, który nie ma zaplecza w postaci porządnego sklepu stacjonarnego. W 99% przypadków sklepy internetowe nie mają towaru na stanie tylko sprowadzają go pod zamówienie. Czy klient chce dzisiaj czekać? Nie, on chce teraz, już, zaraz. To nie jest problem tylko naszej branży – tak jest wszędzie, a ile potem jest z tym problemów… a to nie dojedzie, a to uszkodzone, a jak podłączyć, a jak ustawić… i co ma potem tzw. klient internetowy zrobić? Takich przykładów są dziesiątki. Kto wie, może dożyjemy czasów, że nie będzie w ogóle sklepów stacjonarnych, ale to chyba dopiero po IV wojnie światowej.
To jest kwestia logistyki i specyfiki danego rynku – dodaje Rafał ze Składu Muzycznego. – Bez internetu tradycyjne sklepy nie mają obecnie szans na rynku, bo jak zaprezentować inaczej ofertę? Sklepy internetowe bez stacjonarnej siedziby też nie będą mogły rozwinąć się poza pewien poziom.
Co zatem zrobić, żeby przetrwać na rynku?
Żeby nie być "kolejnym sklepem muzycznym" trzeba się wyróżniać – mówi Dawid Laboga. – Trzeba mieć coś, czego inni nie mają. Ciężko dostępny sprzęt, wzbudza zazwyczaj bardzo duże zainteresowanie. Myślę, że to jest właśnie klucz do sukcesu. Problem polega na tym, że wiele sklepów po prostu nie potrafi sprzedawać drogiego sprzętu. Albo sprzedawcy mają małą wiedzę na ten temat, albo zasłaniają się kryzysem, którego ja osobiście nie czuję.
Sklep musi mieć swój indywidualny charakter i starać się robić coś więcej oprócz sprzedaży sprzętu – wyjaśnia Rafał ze Składu Muzycznego. – W Składzie Muzycznym stawiamy na bliskie relacje z ludźmi, którzy najpierw coś u nas kupują, a potem coś z nami robią. Przykład? Ostatnio wsparliśmy pomysł zrobienia giełdy instrumentów w Krakowie. Pomagamy też przy koncertach. KSM, czyli Krakowska Scena Muzyczna jest naszym sztandarowym projektem, który cały czas się rozwija i już wykroczył poza ramy jednego miasta. Myślę, że z tego będzie kiedyś dużo fajnych rzeczy.
Mimo tego, że w polskich sklepach dostępne jest sporo różnego rodzaju sprzętu, to słychać opinie, że lepiej ściągać sprzęt z USA czy z zachodu, bo jest lepszy od tego, który można dostać na miejscu.
Zdarza się, że gitarzyści ściągają gitary ze stanów, bo niestety te, które trafiają na polski rynek nie mają nic wspólnego z jakością, która jest na rynku np. USA – twierdzi Dawid Laboga. – Nie mówię, że to reguła, bo dotyczy to tylko kilku marek, ale niestety tak bywa. Osobiście znam kilku dystrybutorów, którzy oferują najwyższej jakości sprzęt gitarowy, ale im się chce i nie chodzi tu tylko o pieniądze. Poza tym, na zachodzie jest dużo większy wybór tego, czego się szuka. W Polsce są sklepy, gdzie znajdziemy światowe marki i w kilku sklepach stacjonarnych znajdziemy nawet duży lub bardzo duży wybór. Niestety tych sklepów jest zbyt mało.
Gorszy sprzęt w Polsce? Bzdura! – protestuje Rafał ze Składu Muzycznego. – Po pierwsze, przecież taka selekcja kosztuje. Po drugie, jakiej firmie zależy, aby zaniżać standardy? Takie akcje nigdy się nie opłacają, bo w każdym biznesie zawsze chodzi o długoterminowe działanie. Tylko cwaniactwo jest krótkoterminowe. Jakoś ciężko mi uwierzyć, że w zarządach takich firm jak choćby Fender siedzą cwaniaki. Ostatnio przeczytałem, że od 2008 roku Gibson wierci komory w deskach, bo oszczędza na drewnie. To jest taka sama bzdura i spekulacja. Dodam jeszcze, że często sami sprzedawcy uwiarygadniają takie mity, dlatego, że nie mają w swojej ofercie danej marki np. Gibsona albo, Gretscha. Swoją drogą, Gretsch wbrew obiegowej opinii jest robiony w Japonii, a nie w USA. Nasza branża karmi się różnymi mitami, ale widocznie tak ma być :).
Opinii jest wiele, ale fakt jest jeden. Nie ma nic przyjemniejszego dla gitarzysty, niż wpaść od czasu do czasu do porządnie zaopatrzonego sklepu muzycznego :)
Powyższe fotki wykonała moja przemiła małżonka w sklepie Skład Muzyczny w Krakowie
DL David Laboga Perfection - najbardziej wypasiony polski kabel do gitary
Dawid Laboga, syn Adama Labogi – założyciela firmy Laboga – w myśl zasady, jak konkurować to z najlepszymi, stworzył własną markę kabli instrumentalnych i kolumn gitarowych – DL David Laboga. Korzystając z doświadczenia wyniesionego z domu – między innymi przy projektowaniu kabli Laboga Way Of Sound – Dawid od razu celuje w górną półkę nie bawiąc się w półśrodki zarezerwowane dla dalekowschodnich technologii. Na polskim sprzęcie z logiem DL grają już muzycy takich zespołów jak Motorhead, Vader, Acid Drinkers, Hunter, The Rasmus, Perfect czy Katatonia.
Niedawno trafił do mnie kabel gitarowy z serii DL David Laboga Perfection In Black. Z jednej strony, ciekawiło mnie czym kable Dawida różnią się od tych wypuszczanych pod marką Adama, a z drugiej jak kable DL wypadają na tle polskiej konkurencji.
Kable DL porównywałem z przewodami instrumentalnymi: Mayones, Red’s, Laboga Way Of Sound, Proel, Planet Waves, Fender i bodajże najczęściej używanym przeze mnie przewodem Soundstage. Recenzje, niektórych z wymienionych kabli publikowałem już na blogu – klikając w markę kabla zostaniecie do nich przeniesieni. Niestety nie posiadam kabli PRS, Geroge L’s czy Vovox, dla których DL jest bezpośrednią konkurencją, ale niewtajemniczonym wyjaśniam, że to kable z górnej półki.
Od góry: Proel, Mayones, Laboga WoS, Soundstage, DL David Laboga
Przejdźmy do DL Perfection in Black. Pierwsze, co rzuca się w oczy to rodzaj przewodu, z jakiego wykonano kabel. Gruby (wręcz wypasiony), mocny, giętki (ale szybko wracający do swojego pierwotnego kształtu), pokryty w całości mocarną przeplataną siatką z tworzywa sztucznego. Miałem już w życiu wiele kabli, ale DL ma najlepiej wykonany przewód, jaki widziałem. No i do tego jest bardzo miły w dotyku. Po prostu płynie przez palce, co ułatwia jego zwijanie i rozwijanie. Nie wiem, co trzeba by było z nim zrobić, aby go przerwać czy złamać – długa żywotność zapewniona. Kabel Perfection jest znacznie grubszy kabli Soundstage na przewodach marki Sommer czy Laboga Way Of Sound, co widać na poniższej fotografii.
Przewód to największy plus i wyróżnik DL. W przypadku wtyków jack, mamy identyczną sytuację jak w Laboga Way Of Sound. Perfection wyposażono w dwa wtyki amerykańskiej firmy G&H Industries, które zalano wzmacniającą gumową osłonką z logiem DL, która zabezpiecza przed ich uszkodzeniem. Od dłuższego czasu korzystam z przewodów z wtykami G&H lub Neutrik – obie marki trzymają wysoki poziom i żadnych zarzutów nigdy do nich nie miałem.
Brzmienie uzyskane dzięki Perfection in Black, można w skrócie określić jako perfection – głośne, dźwięczne, czyste, harmoniczne. Nic nie szumi i nie przeszkadza w odbiorze. Porównując do krajowej konkurencji, możemy DL spokojnie postawić obok Soundstage czy Laboga Way Of Sound. Kable z niższej półki brzmiały bardziej płasko, ale są tacy, którzy po podpięciu gitary chińskim kablem za dwie dychy i takim kablem, powiedzą, że różnic nie ma, ale słuchać to nie zawsze to samo co słyszeć.
Pod względem ceny, kable DL do najtańszych nie należą. Cena 3 metrowego przewodu plasuje się w granicach 130 zł – tak więc, mamy porównywalne kwoty jak Hesu czy Laboga Way Of Sound. Z tym, że wspomniane kable nie mają takiego przewodu jak DL.
Co do szczegółów technicznych, średnica kabla to 7mm, kable są kierunkowe, wykonane z miedzi betlenowej, lutowane cyną z dodatkiem srebra. Można zamówić przewody z wtykiem jack „The Quiet Plug” (coś jak Neutrik Silent), wtyki mogą być pozłacane lub nie – wybór w każdym bądź razie jest. Kable wykonywane są na zamówienie, więc można sobie skonfigurować je wedle uznania. No i co istotne, na kable DL producent udziela dożywotniej gwarancji. Perfection ma oczywiście także rzep do spinania przewodu, oraz – co stanowi unikatową na skalę krajową wartość dodaną – firmową podstawkę pod kubek z herbatą, czy też bardziej konkretny rodzaj napitku.
Podstawka dobrze komponuje się z połówką whiskey
Wkrótce na blogu nowe recenzje: kostki gitarowe V-Picks i kabel gitarowy DL David Laboga Perfection
Zgodnie z nową blogową tradycją, od dzisiaj będę zapowiadał materiały, które będą publikowane w najbliższym czasie na blogu. Niebawem na blogu pojawią się dwa świeże testy. Polski producent kabli i paczek gitarowych DL David Laboga podesłał do przetestowania kabel gitarowy z serii Perfection. To bodajże przedostatni polski producent kabli instrumentalnych, o których jeszcze nic nie pisałem. Niebawem sprawdzę przewód w warunkach bojowych i podzielę się z Wami wrażeniami.
Drugi test dotyczyć będzie amerykańskich, ręcznie robionych kostek gitarowych V-Picks. Można powiedzieć, że kostka to kostka, ale to co robi Vinni Smith ze swoją ekipą to zupełne zaskoczenie. Wkrótce przekonacie się dlaczego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















