Pokazywanie postów oznaczonych etykietą terror. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą terror. Pokaż wszystkie posty

Nowy sprzęt od Orange na NAMM 2016

Nowy sprzęt od Orange Amps przygotowany na NAMM 2016 jak zawsze wywołał u mnie niezdrowe podekscytowanie. Mimo tego, że Orange mocno docenił swój segment przeznaczony dla basistów, to nie zapomniał również o tych prawdziwych gitarzystach ;) a także o całej rzeszy fanów muzyki, którzy na niczym nie grają, ale będą mieli w końcu okazję poznać bliżej sprzęt sygnowany przez Orange. Najważniejsza jest jednak wyjątkowa, rocznicowa wersja Tiny Terror.


Test: MXR Blue Box Octave Fuzz – efekt z krainy osobliwości

Niekiedy nie trzeba być gitarowym wymiataczem, żeby zaskoczyć słuchacza czymś niezwykłym. Czasem wystarczy zwyczajnie ulokować trochę gotówki w ciekawym efekcie gitarowym. Za to właśnie lubię kostkę MXR Blue Box Octave Fuzz czyli efekt, który łącząc brudny, mięsisty przester z octaverem gwarantuje godziny dobrej zabawy i jest doskonałym antidotum na kompozytorską rutynę.

Wygląd kostki nie zapowiada niczego niezwykłego, ot standardowa obudowa MXR tyle, że w sympatycznym niebieskim kolorze. Zapewne stąd ta nazwa… Za to po odpaleniu przesteru robi się ciekawie no i przynajmniej u mnie, od razu pojawia się uśmiech na twarzy. Po prostu mała rzecz, a cieszy.


MXR Blue Box obniża dźwięk o dwie oktawy i dodaje do sygnału efekt brudnego fuzzu. Całym efektem sterujemy za pomocą dwóch potencjometrów – Output oraz Blend. Output reguluje siłę sygnału, a charakterystykę brzmienia ustalamy poprzez kręcenie gałką Blend. Blend zmienia balans pomiędzy sygnałem przesterowanym a wyjściowym. Im więcej go odkręcimy, tym brzmienie będzie gładsze i bardziej konwencjonalne. Zmniejszając zakres Blendu sprawiamy, że zniekształcony sygnał dominuje brzmienie gitary, co pozwala na uzyskanie naprawdę niekonwencjonalnego i osobliwego dźwięku. Ja ustawiam Blend w okolicach 60%, czyli na szaleństwo kontrolowane. Referencyjne brzmienie, jakim chwali się MXR to solówka z numeru „Fool in the rain” Led Zeppelin – Blue Box jest stworzony do takich rzeczy.


Dla mnie MXR BLue Box to przede wszystkim zastrzyk nowych pomysłów i antidotum na kompozytorską nudę. Przy jego użyciu możesz zamiast oklepanego riffu wsadzić coś intrygującego, a z prostej solówki na paru dźwiękach zrobić coś fajnego.

Jakie są minusy Blue Boxa? Nie jest to wszechstronne urządzenie dla każdego. Z pewnością nie będziesz go używać w każdym kawałku, ale jako przyprawa w Twoim pedalboardzie sprawdzi się doskonale. No i jeśli nie zasilasz efektów z zasilacza, tylko wolisz baterie, to będziesz miał trochę zabawy, bo kostka nie ma klapki na baterię.

A jakie brzmienie ukręciłem z tej kostki, możecie usłyszeć na próbkach, które nagrałem u Pawła w studiu Dźwiękonarium. Na nagraniu słychać gitarę Gretsch Pro Jet G5438T, heada Orange Dual Terror, efekt BOSS Digital Delay DD-3 i kolumnę Hughes&Kettner Tubemeister 112.


Test: Boss Tera Echo TE-2 – Pan Sylwester w kosmosie

Z pewnością nie brakuje gitarzystów, dla których słowo efekt gitarowy od razu kojarzy się z marką Boss. Lata na rynku, szeroka dostępność i jakość produktów robią firmie dobry PR. Jednak Boss nie odcina kuponów i co jakiś czas wprowadza do swojej oferty coś nowego. W ubiegłym roku na rynku pojawiły się trzy nowe efekty: Adaptive Distortion DA-2, Multi Overtone MO-2 oraz Tera Echo TE-2. Właśnie ten ostatni efekt wpadł ostatnio w moje ręce i muszę przyznać, że zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie.


Tera Echo TE-2 to setny efekt gitarowy w ofercie BOSS. Wiadomo, jubileusz trzeba obchodzić z pompą, to też TE-2 zwyczajny być nie może. O jego odświętnym charakterze świadczy choćby szałowy perłowy lakier i złote elementy na obudowie. Z czym kojarzy się „echo”? Trop idący w kierunku efektów typu delay czy reverb wydaje jest słuszny, jednak Tera Echo nie można prosto wpisać w ich charakterystykę. TE-2 ma w sobie cechy każdego z nich, ale jego możliwości są szersze, a sposobów wykorzystania jest wiele. Mimo tego, że pokrętła są cztery to w miarę jak go ogrywałem ciągle do głowy wpadały nowe pomysły – od klasycznego pogłosu aż po osobliwe efekty dźwiękowe kojarzące się z grami komputerowymi z pierwszej połowy lat 90-tych.
 

Do obsługi mamy cztery gałki: E.Level, Tone, Feedback i S-Time, czyli niemal klasyczny zestaw pozwalający na proste sterowanie głośnością, barwą, natężeniem oraz czasem wybrzmiewania efektu. Niby niewiele, ale nawet drobna modulacja pokrętłem czy nawet sam sposób artykulacji wpływa na brzmienie, jakie uzyskamy za pomocą Tera Echo. Jako bonus mamy też możliwość odpalenia funkcji „freeze”, którą aktywujemy przytrzymując pedał efektu, jak sama nazwa wskazuje, „freeze” zamraża grany podkład, przez co możemy dograć nad nim osobą partię gitary. Jest się czym pobawić.
 

Tera Echo to efekt godny uwagi. Gra z nim była inspirującym doświadczeniem i jak słychać na filmie dała nam sporo radości. Cena Tera Echo, która plasuje się w granicach 600 złotych wydaje się dość wysoka, ale w zamian otrzymujemy coś naprawdę intrygującego. Niżej znajdziecie link do testu, który nagrałem w rzeszowskim studio Dźwiękonarium korzystając z gitary Gretsch Pro Jet G5438T, heada Orange Dual Terror i kolumny Hughes&Kettner Tubemeister 112.

Na jakim sprzęcie grają: The Stubs

Najwyższy czas na czwartą odsłonę serii „Na jakim sprzęcie grają”, gdzie zdradzamy wstydliwe tajemnice polskich gitarzystów. Po technicznym Kabanosie pora na coś niskobudżetowego i rock’n’rollowego. Przed Wami Tomek, gitarzysta i wokalista warszawskiego The Stubs, który wyjaśni, na czym gra i dlaczego jest strasznym pierdołą. 


Case na head Orange Dual Terror od Kakus Cases & Covers

Jak wielokrotnie pisałem, jestem dumnym posiadaczem zgrabnego lampowego heada Orange Dual Terror. Duale sprzedawane są wraz z materiałowym, usztywnianym gąbką pokrowcem z kieszonką na kable, który owszem jest fajnym i wygodnym gadżetem, ale przy dłuższym użytkowaniu nieco się przeciera. Wiadomo, ładujesz heada w bagażnik, wrzucasz na niego inne graty i nikt się przy tym zbytnio nie pieści. Dlatego też postanowiłem poszukać dla swojej pomarańczki nowego, bardziej wytrzymałego domku w postaci klasycznej skrzyni transportowej flight-case. Jak wiadomo, wspieram polską myśl techniczną, więc rozglądnąłem się po rodzimym rynku w poszukiwaniu ciekawego case’a.
Dogłębna analiza tzw. internetów doprowadziła mnie do Krzywinia (nie pytajcie gdzie to jest), gdzie mieści się siedziba firmy Kakus Cases & Covers produkującej pokrowce i skrzynie transportowe na wszelkiego rodzaju sprzęt. Nie tylko muzyczny. Kontakt z Rafałem z Kakusa był szybki, konkretny i rzeczowy – podobnie jak zaskakująco szybki czas realizacji. Chociaż na stronie napisano, że czas oczekiwania to dwa tygodnie, ale to zależy pewnie od stopnia skomplikowania zamówienia.

Orange Dual Terror to dość specyficzny head, ale wykonanie takiego case’a nie stanowiło dla Kakus Cases problemu. Pomierzyłem, podesłałem wymiary i dostałem dokładnie to, czego chciałem.  Head leży w środku idealnie, a że dodałem w projekcie parę centymetrów wolnego miejsca, mam możliwość schowania do case’a jeszcze dodatkowego osprzętu.

Sprawa najważniejsza – estetyka i jakość wykonania. Dość niewielki rozmiar mojego case’a sprawia, że wygląda przeuroczo :) Zresztą widać to na zdjęciach. Ładnie wyglądają narożniki kulowe – zwłaszcza te dolne z wypuszczonymi poza profile okuciami. Nie są to banalne kwadratowe zakończenia, których sporo na rynku. Wyglądają dobrze a wykonanie są naprawdę solidnie.
Moja skrzynia została wykonana z grubej, pięciowarstwowej sklejki oraz komponentów zachodniej marki Penn Elcom. Dzięki temu zamki motylkowe, okucia, uchwyty i zawiasy są mocarne i wysokiej klasy. Kakus oferuje także osprzęt marki Adam Hall oraz kółka do case’ów Colsona. Poszczególne komponenty dokładnie znitowano. Kakus na nitach nie oszczędza, bo jest ich tutaj cała masa. Wnętrze skrzyni wyklejono bardzo twardą, prostą pianką wewnątrz oraz miękką falistą gąbką pod wiekiem. Jak na tak konkretną konstrukcję całość waży stosunkowo niedużo – około 5kg, ale hard case na head większych gabarytów zapewne przekroczy 10.
Wykonana przez Kakus Cases skrzynia jest solidna i dokładnie skonstruowana. Gąbki przyklejono starannie, profile montowane są w całości, więc nie ma tu mowy o oszczędzaniu na materiale. Jeśli szukacie flight-case’a na swój sprzęt to warto odezwać się do Rafała z Kakusa i sprawdzić jego ofertę. Ja ze swojej skrzyni jestem zadowolony i z czystym sumieniem mogę ją polecić.

Czysty kanał w Orange Dual Terror

Dostałem niedawno maila od czytelnika, który dopytywał się czy na czystym kanale w Orange Dual Terror da się grać głośno bez zbędnego przesterowywania dźwięku?
Tak, da się. Zacznijmy jednak od początku. Ponad rok gram już na Dual Terror i kanał czysty nie jest najmocniejszym punktem programu, chociaż jak się pogrzebie da się ładne czyste dźwięki z niego wyciągnąć.

Orange Dual Terror ma dwa kanały – Fat i Tiny Terror – które są przesterowane, ale jeżeli ustawi się gain pomiędzy 3 a 4 wychodzi z tego przyjemny clean. Zmniejszony gain wymaga podkręcenia głośności na czystym kanale, ale powyżej 8 nigdy nie dokręcałem. Clean ładnie się przebija zarówno przez perkusję i gitary. Grałem na nim próby, małe koncerty klubowe na samych tyłach, duże plenery i wszędzie daje radę.
Co do głośności, to oczywiście da się grać głośno. Wystarczy mocniej podkręcić głośność, aby dostosować poziom do drugiego przesterowanego kanału. To jest największy kłopot, gdy zmienia się w danym utworze kanały z przesteru na czysty, trzeba chwilę posiedzieć aby poziomy głośności były wyrównane.

Różne rzeczy robiłem ze swoim wzmakiem, ale na głośność nigdy nie narzekałem. Zarówno przy paczce 1x12, 2x12 i 4x12.

A jak sprawuje się czysty kanał w Orange Dual Terror na koncertach i w studiu nagrań możecie sprawdzić w poniższym filmie.

Orange Jim Root #4 Terror Head - mały ale mocarz

Jakiś czas temu Orange wrzucił do sieci prezentację video heada Jim Root #4 Terror Head z dedykowaną do niego paczką 2x12, o których pisałem w lutym. Co ciekawe na prezentacji sygnowany przez Jima Roota sprzęt ogrywa ktoś inny, ale i tak trzeba przyznać, że headzik brzmi elegancko.

Głowa jest już dostępna w Polsce w cenie około 2400 zł. Dość sporo jak na sprzęt o mocy 15W.

Orange Dual Terror a praca w studiu nagrań


Przed kilkoma dniami zakończyłem nagrywanie gitary prowadzącej i solówek na swoją płytę. Z tej okazji miałem dobrych parę dni na sprawdzenie swojego heada Orange Dual Terror w warunkach studyjnych. W studiu miałem do wyboru jeszcze heada Krank Revolution One i Hughes & Kettner TubeMeister18, ale ostatecznie po ograniu wszystkich głów, wybrałem swojego Orange’a – zarówno na podkład, solówki jak i wstawki na czystym kanale.
Zestaw, na którym nagrywałem to gitara Fender Stratocaster na singlach, głowa Orange Dual Terror, paczka Randall R 212 CX na głośnikach Celestion Seventy 80 i kabel gitarowy Mayones Crystal Series. Do wyboru miałem też paczkę na głośnikach Celestion V30, ale Seventy 80 – mimo, że to głośniki niższej klasy – bardziej mi pasowały pod względem dołu.
Orange Dual Terror można ustawić na trzech poziomach mocy – 7W, 15W i 30W. Niższe wartości dedykowane są właśnie do pracy w studiu, ale porównując różne zakresy mocy zdecydowałem się nagrać całość na 30W. Brzmienie było najbardziej, hm, „soczyste”.
Gdybym miał opisać wrażenia, po pracy z Dual Terrorem w studiu, to jedyny problem, jaki miałem to kwestia ustawienia fajnego, czystego brzmienia. Dual Terror ma dwa kanały, ale oba są przesterowane – można wprawdzie uzyskać czyste brzmienie, to tylko kwestia odpowiedniego skręcenia pokrętła „gain”, ale uzyskane brzmienie mimo, że na koncertach daje radę to na nagraniach wypadało nieco płasko. Na szczęście mastering w dzisiejszych czasach czyni cuda ;) Pewne kłopoty przysporzył także brak pełnego equalizera, całe brzmienie uzyskujemy dzięki jednemu potencjometrowi „tone”. Każdy milimetr przesunięcia robi różnicę. Chwilę trzeba było nad tym posiedzieć, ale udało się wszystko poustawiać – zarówno przy solówkach jak i podkładach.
Do nagrywania rocka, bluesa i innych lżejszych gatunków muzycznych Orange Dual Terror nadaje się bardzo dobrze. Gorzej jakby ktoś chciał uzyskać brzmienie zbliżone do Peaveya 5150 czy Mesa Boogie, albo łoić jakiś ekstremalny metal . Orange Dual Terror oferuje bardziej crunchowy zakres brzmienia, chociaż da się go także ustawić na cięższe przestery, ale do ekstremów mamy daleko. Jako, że gram lżejszą muzę, to Orange Dual Terror dla mnie jest w sam raz. Zresztą, poczekajmy na efekt finalny nagrań, wtedy podzielę się z Wami próbkami.

Orange Dual Terror a granie koncertów

W końcu. Po miesiącu z okładem miałem okazję, żeby sprawdzić jak Orange Dual Terror sprawuje się na żywo. Warunki typowo undergroundowe – lokal raczej z tych mniejszych niż większych, ludzi sporo, sufit nisko – akustyka nie powala. Swój Dual Terror podpiąłem pod paczkę Randalla 2x12 na głośnikach Celestion Seventy 80, a głośność odkręciłem jak na próbach, na jakieś 45% mocy przy wykorzystaniu pełnego zestawu lamp. No i co tu dużo pisać. Wzmacniacz się przebija, słychać go i na scenie i pod sceną. Przy mocniejszym rozkręceniu sprzętu można swobodnie grać nawet małe koncerty na samych tyłach. Orange Dual Terror na żywo daje sobie radę i, jak mawia pewien litewski kulturysta, nie ma lipy.

Fot: Beata Mazurek

Orange Dual Terror a granie na próbach

Jak obiecałem dziś kilka zdań o tym jak lampowy head Orange Dual Terror sprawdza się na próbach. Ogrywałem Terrora w dwóch typowo rockowych składach – perkusja, gitara basowa, dwie lub trzy gitary elektryczne i dwa wokale. Korzystałem przy tym z gitary Fender Stratocaster i paczki Randall R 212 CX na dwóch głośnikach Celestion Seventy 80.


W konfiguracji na trzy gitary grałem razem z Gibsonem Les Paulem na lampowym piecu Peavey 5150 o mocy 120W na paczce 4x12 Peaveya i customową gitarą Witkowski na Laboga Studio o mocy 50W i dwóch paczkach 4x12 Marshalla. Mogłoby się wydawać, że przy takim zestawie 30W mocy drzemiących w tym niepozornym headzie Orange zostanie pożarte przez swoich większych kolegów, ale bez problemu dało się ustawić cały band tak, że wszystkie instrumenty były dobrze słyszalne. Dual Terror mimo stosunkowo niewielkiej mocy jest całkiem głośnym wzmacniaczem. Chociaż trzy gitary w dość małym pomieszczeniu nie gwarantują komfortowego brzmienia.
Przy okazji mogłem sobie sprawdzić jak Orange Dual Terror reaguje z różnymi paczkami. Moje głośniki Celestion Seventy 80 nie oddają pełni wyrazu, jaki ma w sobie ten head. Za dużo w nich dołu i niepotrzebnego „brudu”. Najlepszy efekt można było uzyskać na głośnikach Celestion G12 H-30 Anniversary, na których wzmacniacz brzmiał czysto i wyraźnie. Nie przypadkiem właśnie takie głośniki montowane są w combach Orange Tiny Terror.
Druga konfiguracja, w której miałem okazję grać to gra wraz z gitarą Jackson Randy Rhodes podłączoną do tranzystorowego comba Line 6, a do tego gitara basowa i perkusja. Ponownie wszystkie instrumenty były dobrze słyszalne.
Ustawienia, na jakich grałem to pełną moc wzmacniacz (4 lampy, "full" – czyli 30W) i głośność odkręcona na godzinę 11tą – czyli jakieś 40%. Na próbach można też grać w ustawieniu 4 lampy i pół mocy (15W) przy mocniej odkręconej głośności. Tak więc, jeżeli zastanawiasz się czy head Orange Dual Terror to dobry piec, na którym można grać zarówno w domu jak i na próbach to odpowiedź jest prosta – Dual Terror nadaje się do tego bardzo dobrze.

Orange Dual Terror - pierwsze wrażenia

Wczoraj stałem się dumnym właścicielem wzmacniacza Orange Dual Terror - lampowego, dwu kanałowego, ultra mobilnego heada o mocy 30W. Przymierzając się do zakupu akurat tego sprzętu szperałem sporo w sieci i ciężko było mi znaleźć informacje o tym jak ów wzmacniacz sprawuje się na próbach, koncertach, w studiu i z efektami wpiętymi przed wzmacniacz, gdyż Dual Terror nie ma pętli efektów. W najbliższych miesiącach będę miał okazję osobiście sprawdzić wszystkie te warianty i będę się dzielił z Wami swoimi opiniami dotyczącymi tego sprzętu.


Co do pierwszych wrażeń, to zarówno wykonanie, jakość jak i brzmienie w pełni mnie satysfakcjonują. Na headzie da się ukręcić klarowne, dźwięczne czyste brzmienie, rockowy overdrive i jadowity distortion. Na razie ogrywałem go w mieszkaniu na paczce Randall R 212 CX. Do tego typu grania na Orange Dual Terror możemy zmieniać moc z 30W na 15W oraz na 7W. Właśnie te 7W, kiedy sprzęt działa na dwóch lampach i połowie mocy, to moc idealna, aby pograć sobie w domu i sprawić, że sąsiedzi nie zwariują. Chociaż i tak jest głośno, a volume nie przekraczał czterech kresek... Po weekendzie napiszę jak sprzęt sprawuje się na próbach. Stay tuned!

Orange Signature #4 Jim Root Terror Head

Na 2012 rok Orange przyszykował kilka nowości. Jedną z nich jest sygnowany przez Jima Roota, gitarzystę Slipknot i Stone Sour, head Orange # 4. Wzmacniacz jest mutacją najbardziej charakterystycznego heada Orange Tiny Terror stworzoną do grania ciężkiej muzy.

Różnice między #4 a Tiny Terror nie sprowadzają się jedynie do czarnej kolorystyki nowego heada. #4 w odróżnieniu od Tiny posiada 3-pasmowy korektor brzmienia, ściągnięty z Orange Rockerverb, którego Jim Root używa na scenie i w studiu. Nowością jest też pętla efektów, która nie występowała w małych wzmacniaczach tej marki. Head ma identyczną moc jak Tiny Terror, czyli 15W z możliwością przełączenia na 7W. Nie jest to wcale tak mało, bo znam zespoły, które koncertują na Orange Tiny Terror i nie mają problemów ze słyszalnością na scenie.


Do Orange # 4 wyprodukowano także dedykowaną kolumnę PPC 212 sygnowaną przez Roota. Całość wizualnie prezentuje się bardzo fajnie. Co do brzmienia, to nie miałem jeszcze okazji słyszeć żadnych próbek, więc ciężko powiedzieć czy założenia zostały spełnione, ale znając produkty Orange sądzę, że lipy nie będzie.

Miniaturowy Micro Terror od Orange

Już za kilka dnia na NAMM 2012 Orange zaprezentuje swoje nowe miniaturowe lampowe cacko - Orange Micro Terror. Po niewielkim Tiny Terror i nieco większym Dual Terror ekipa z Wielkiej Brytanii postanowiła stworzyć coś ekstremalnie mobilnego. W nowym Terrorze będzie zaledwie jedna lampa 12AX7, ale to w zupełności wystarczy do domowych zastosowań. Poniżej zdjęcie przedstawiające rzeczywisty rozmiar heada w porównaniu do iPhone'a.
Co ciekawe, do heada, będzie dedykowana równie nieduża paczka PPC 108 z 8" głośnikiem. Chociaż heada można podłączyć nawet do PPC 412.

Od dwóch dni w sieci dostępna jest prezentacja Micro Terrora. Ciekawe kiedy miniaturowe heady dotrą nad Wisłę i czy cena będzie adekwatna do ich rozmiarów?