Pokazywanie postów oznaczonych etykietą roland. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą roland. Pokaż wszystkie posty

Najchętniej czytane, czyli TOP 10 w 2015 roku

Kolejny rok blogowania za mną. Po leniwym 2014 zakasałem nieco rękawy, ale dopiero 2016 zapowiada się intensywnie ;) Nie mniej jednak warto podsumować to, co działo się u mnie przez ostatnie dwanaście miesięcy. Przed Wami 10 najchętniej czytanych tekstów z 2015 roku. Smacznego! Klikając w tytuł zostaniecie przeniesieni do wpisu.


Testujemy Boss RC-1 Loop Station – czysta esencja loopera

Jak nagrywałem swoją płytę, to w niektórych numerach nagrywaliśmy cztery różne ścieżki gitar grających w tym samym czasie. W studiu to żaden problem, ale jak ogarnąć temat na koncercie? Z dwóch gitar czterech nie zrobisz. No chyba, że masz pod ręką takie urządzonko jak Boss RC-1 Loop Station, z którego pomocą z jednej gitary możesz bez problemu zrobić osiem i przy okazji swobodnie sobie poimprowizować. Brzmi dobrze, a jak się sprawdza w praktyce? 



Wzmacniacz Roland Cube Lite – mały, ale wariat

O miniaturowym sprzęcie do domowych zastosowań pisałem już dawno temu. Do tej pory korzystałem z mini wzmacniacza Orange Micro Crush CR-3, który jest solidnie wykonany, ma wbudowany tuner, jest zasilany bateryjnie ale na tym kończą się jego super moce. Sprzętem o podobnej mocy ale znacznie szerszej palecie możliwości jest niewielki Roland Cube Lite. W ważącej niecałe dwa kilogramy obudowie upchano zadziwiająco dużo fajnych bajerów.


Gitarowe eko trendy, czyli Drewniane Kostki Gitarowe

Sporo pisałem już na blogu o nietypowych kostkach gitarowych, ale temat jest praktycznie nie do wyczerpania, zwłaszcza, że jeszcze mam coś w zanadrzu :) Najwięcej w tej kwestii klasycznie dzieje się za granicami Polski, ale również u siebie mamy ludzi walczących z plektronową materią. Jednym z nich jest Szymon z Drewnianych Kostek Gitarowych, który od listopada 2013 roku tworzy – czy raczej rzeźbi – drewniane kostki gitarowe. Wystarczy rzucić okiem na jego fanpage na facebooku, żeby zobaczyć, że to znający się na rzeczy fachowiec i osoba zakręcona na punkcie drewna i jego właściwości.

Test: Pedały głośności BOSS FV-30H i BOSS FV-30L – nowy sprzęt w rodzinie BOSSa

Na tegorocznych targach NAMM Show 2015 w Anheim zaprezentowano trzy nowe rozwiązania marki BOSS dedykowane dla gitarzystów: wypasiony system przełączania efektów BOSS ES-8 oraz dwa pedały głośności  – BOSS FV-30H i FV-30L. Przyznam szczerze, że mimo tego, że gram na gitarze już kilkanaście lat to jeszcze nie zdarzyło mi się korzystać z pedału głośności. Dzięki ekipie Roland Polska mam okazję nadrobić te haniebne braki, bo pedały głośności może nie otworzyły mojego umysły na nowy wymiar gry, ale stwarzają ciekawe możliwości praktycznego wykorzystania – zarówno przy aranżacji piosenek, jak i przy koncertowym graniu.


Czym w ogóle jest pedał głośności i jak się go używa? Zasada działania jest prosta – sterując pedałem możesz podgłaśniać i wyciszać sygnał płynący z gitary. Możesz na przykład płynnie ściszyć gitarę, gdy kończysz numer na koncercie albo grając jeden motyw wyciszać stopniowo dźwięk aż do zera – tak jak kiedyś standardowo kończono wszystkie kawałki na płytach. Coraz ciszej, coraz ciszej i cisza. Zastosowań tego efektu jest jednak znacznie więcej. Obniżając nieco poziom sygnału na przesterowanej gitarze wchodzisz w lekki crunch i jak z tego crunchu chcesz wskoczyć w soczysty przester i wyciąć ładne solo albo zaatakować mocnym riffem to pedał głośności jest do tego stworzony. Swego czasu sporo zastanawiałem się nad tego typu zabiegiem stosowanym na początku utworów, gdzie gitara leciała na ściszonym sygnale, w takim lekko stłumionym, crunchowym stylu, aż nagle wchodziła sekcja, a gitara łoiła już pełnym dźwiękiem. Z pedałem głośności to banał. Możesz też manewrując poziomem głośności akcentować granie ze slidem lub urozmaicać inne techniki. Można pokombinować i myślę, że im więcej się korzysta z tego typu gadżetów tym więcej pomysłów wpada do głowy. Warto podkreślić, że pedałów głośności nie zasilamy. Upraszczając można powiedzieć, że działają jak wpięty w gitarę dodatkowy potencjometr „volume” (tyle, że sterowany stopą) więc zasilania mu nie potrzeba.

Wróćmy do bohaterów naszego tekstu czyli efektów BOSS FV-30H i BOSS FV-30L. Do tej pory rodzina pedałów głośności BOSSa składała się z klasycznych z wiekowej serii FV-50, niedostępnej już FV-300 oraz najbardziej zaawansowanej FV-500. Nowe FV-30 uzupełniają ofertę o proste i solidne pedały kompaktowych rozmiarów. 30tki są o dobrych parę centymetrów niższe i krótsze od standardowych kaczek i pedałów głośności. Ponoć zaprojektowano je w taki sposób, aby zaoszczędzić miejsce w pedalboardzie. Faktycznie, pedałki są zgrabne, a zmniejszona powierzchnia stopy nie wpływa na komfort użytkowania. Co do strony wizualnej sprzętu, to mamy do czynienia z odlewem z grubego na niemal 2mm aluminium w standardowym aluminiowym kolorze. Wiadomo, aluminium nie pomalujesz. Przypomina mi to nieco jedną z serii efektów Ibaneza, ale ten BOSS prezentuje się jakoś bardziej gustownie, chociaż sporo w nim klasycznego wzornictwa. Jakość wykonania nie budzi wątpliwości. Efekt wygląda solidnie, a elementy są dokładnie spasowane.


W serii FV-30 standardowo mamy dwie wersje urządzeń – H, czyli dedykowany do gitary lub basu wysoko impedancyjny pedał z dodatkowym wyjściem na tuner, oraz L, czyli nisko impedancyjny pedał wyposażony w stereo wejście i wyjście dla syntezatorów, instrumentów cyfrowych ale też do wykorzystania z gitarą połączoną z kostkami efektowymi. W przypadku gry z łańcuchem efektów gitarowych pedał głośności wpinamy przed efektami. W FV-30 nie ma żadnych dodatkowych kombinacji, potencjometrów, przełączników czy innych bajerów. Wpinamy kable jak należy i można korzystać. Jeśli chodzi o dźwięk, to nie zauważyłem żadnego cięcia sygnału, ani pogorszenia jakości brzmienia. Pod względem konstrukcyjnym, technicznym i praktycznym jest naprawdę dobrze. Pedał ma wysoką czułość i można na nim robić nawet bardzo subtelne akcenty. Jedyna rzecz , która mnie w tych pedałach głośności nie przekonuje to cena oscylująca w granicach 450 polskich złotych brutto. Jak dla mnie jest nieco zbyt wysoka, a na rynek wtórny nowe pedały głośności pewnie szybko nie trafią. Chociaż nie zaprzeczam, że w przyszłości coś takiego sobie skombinuję.

A jak się gra z nowym pedałem głośności BOSS możecie zobaczyć na krótkim filmie poglądowym. W roli głównej mój świeży nabytek Ibanez AF85 z 2004 roku, podobny rocznikowo, wysłużony wzmacniacz Laney TF300 i całkiem nowe, stylowe skarpetki z rekinami \m/

Dwie sztuki stratocastera z wbudowanym syntezatorem Roland V-Guitar trafią do Polski

Jeżeli chcielibyście mieć egzemplarz limitowanej serii gitar Roland G-5A – amerykańskiego Fendera Stratocastera z wbudowanym syntezatorem Rolanda – to dwie sztuki w kolorze Candy Apple Red trafią nad Wisłę. Nawet w Rolandzie wiedzą, że Polska to kraj czerwonymi gitarami stojący… Cena gitary nie została jeszcze podana.
Syntezator Roland V-Guitar zapakowano do środka gitary, a sterujemy nim za pomocą dwóch gałek umieszczonych zaraz obok typowych dla stratocastera potencjometrów. Patent na połączenie efektu gitarowego z gitarą jest całkiem ciekawy, a całą ideę możecie zobaczyć na poniższym filmie.
 
Fot: roland.com

Kosmiczne brzmienia Roland GR-S V-Guitar Space

Roland wprowadził na rynek nowy syntezator gitarowy GR-S V-Guitar Space. Sądząc po jego możliwościach Jan Borysewicz i Grzegorz Skawiński powinni być mocno podekscytowani. Ale nawet nie wykonując takiej muzyki, jak wspomniani gitarzyści warto się tą dwupedałową kostką zainteresować, bo paleta brzmień i zakres możliwości wykorzystania efektu w praktyce są imponujące. Ciekawie wypada zwłaszcza tryb "Brilliant clean". Efekt można obczaić tutaj:


Możliwości są spore, co idzie w parze z ceną, która plasuje się w granicach 1300zł. W sumie to dość sporo, ale ciężko wyciągnąć aż tyle z jednej kostki.
Fot: rolandpolska.pl